niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział IX


Sasuke


Zostawiając Sakure w rękach starszej kobiety, która w mojej rodzinnej rezydencji zawsze szykuje damy na przyjęcia, powędrowałem schodząc po schodach do salonu, gdzie spędziłem prawie godzinę buszując po kanałach telewizyjnych. Nie wiem po co tyle w pakietach kanałów skoro i tak nie ma co oglądać. Pomyślałem, kiedy usłyszałem kroki dochodzące z góry schodów podkreślone charakterystycznym pukaniem butów na obcasie. Mimo, że wiedziałem, że dziewczyna zaraz przekroczy próg salonu to i tak ciekawość zwyciężyła. Szybko podniosłem swój zacny tyłek i szybkim krokiem powędrowałem do korytarza, gdzie już na ostatnim stopniu schodów stawiała swoją stopę różowo-włosa. Kiedy nasze oczy się spotkały dziewczyna raptownie się zatrzymała odrywając swój wzrok od mojego spoglądając w dół. Jej twarz niespodziewanie spłonęła rumieńcem, kiedy moje oczy podziwiały idealnie leżącą na niej czerwoną kreacje sięgającą do kostek zakończoną przy rękawach i biuście złotymi nićmi. Chyba dziś po raz pierwszy naprawdę dostrzegłem, jak bardzo Sakura się zmieniła pod względem fizycznym. Jej ciało stało się dojrzałe i piękne do tego stopnia, że nawet mnie, niegdyś zimnego mordercę potrafi poruszyć. Na sam jej widok nieświadomie moje usta wykrzywiały się w uśmiechu. Stojąc tak w ciszy wyciągnąłem do niej dłoń, którą ona po chwili delikatnie ujęła w swoją schodząc na sam dół. 
 - Idziemy? - zapytała na co od razu odpowiedziałem twierdząco ruchem głowy. Po chwili, gdy służka z mej rezydencji opuściła dom Soushi'ch, a Sakura zostawiła Night'owi list z informacją gdzie jest zamykając dom udaliśmy się do czekającej za nas limuzyny, którą udaliśmy się na miejsce spotkania. 

Hinata


Siedziałam w limuzynie, która miała zawieść mnie na spotkanie organizowane przez rodzinę Mikage. Byłam bardzo zdenerwowana, ponieważ wiedziałam, że spotkam się tam z przyrodnia siostrą Sasuke, a mają przyszłą szwagierką. Kiedy w szkole dowiedziałam się, że to On jest spadkobiercą rodziny Mikage zrobiło mi się słabo, a kolana pode mną się ugięły. Zastanawiałam się dlaczego życie zawsze robi mi na przekór. Czyżbym była przeklętą kobietą? Pytałam w myślach sama siebie. Nie rozumiałam dlaczego tak się stało. Kiedy w końcu po takim czasie udało mi się spotkać Naruto wszystko się wali. Gdybym spotkała go wcześniej od siostry Sasuke, wtedy by wszystko przybrało inny obrót. W życiu nie zgodziłabym się na spotkanie przedmałżeńskie. Najgorsze jest to, że już zawiadomiłam mailem moich rodziców o swoich zamiarach względem rodziny Mikage i nie za bardzo mogę to odwrócić. Co ja sobie myślałam? Gorączkowo wspominałam sytuacje mającą miejsce w parku niedaleko szkoły. Nie powinnam go całować. Niezależnie od tego co myślałam wcześniej zrobiłam to pod wpływem chwili. Mimo wszystko moje uczucie do niego nigdy nawet na chwilę nie zgasło, ale teraz nie mogę sobie pozwolić na lekkomyślność. Ten świat podobnie, jak nasz jest pełen reguł, jednak one się od siebie różnią. Tu wszystkim, czasem nawet ludzkim sercem rządzą pieniądze. To nie jest świat z którego pochodzę, dlatego nie mogę się kierować swoimi pobudkami. Muszę należycie wypełnić obowiązek spadkobierczyni Kanji, nawet jeśli miałoby to skończyć się ślubem z Sasuke...  


Naruto


Po paru godzinach męczenia się z natrętnymi fankami w końcu udało mi się dać nogę i jakimś cudem dotrzeć do hotelu w jednym kawałku. Nadal nie mogłem uwierzyć w to, że menadżer naszego zespołu zostawił mnie na pastwę losu tym wygłodniałym samicą. Nie mówiąc o tym, że wypisałem chyba z setkę autografów starając się znaleźć drogę powrotną do hotelu. W mojej głowie wciąż tkwiła scena pocałunku przez co nie mogłem się skupić na własnych myślach. Nawet teraz, kiedy wysiadam z windy wciąż widzę jej zawstydzoną twarz i znikającą sylwetkę w odjeżdżającym samochodzie. Całą drogę powrotną się nad tym zastanawiałem, aż zdałem sobie sprawę, że ten pocałunek nie był przypadkowy. Cofając się w czasie wspomnieniami dopiero teraz uświadomiłem sobie co od lat Hinata do mnie czuła. Wszystkie jej słowa wypowiedziane w przeszłości wracały do mnie, jak bumerang odbijając się głośnym echem pokrywając się przy tym ruchomymi obrazami. Identyczna droga ninja, wsparcie podczas egzaminu na chunina, a nawet moje opuszczenie wioski na trening i powrót do niej... W każdym moim ważniejszym wspomnieniu widzę jej zawstydzoną osobę. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłem? Pytałem sam siebie wchodząc do swojego apartamentu, gdzie zdejmując buty powędrowałem na kanapę będącą w salonie. Czy naprawdę w tamtym czasie byłem aż tak zadłużony w Sakurze, by nie dostrzec uczuć granatowowłosej? Nie, nie prawda... Od dawna wiedziałem, że jedyną osobą, którą Sakura darzy miłością jest Sasuke. Nawet po jego odejściu z wioski jej uczucie do niego nie zniknęło, dlatego już dawno odpuściłem. Moim głównym celem stało się sprowadzenie przyjaciela do wioski i zostanie Hokage. Skupiłem się na treningach i opanowywaniu nowych technik nie zważając na uczucia Hinaty. Kroczyłem przed siebie podświadomie je ignorując jakby w ogóle nie istniały, jednak teraz jest inaczej... W tym świecie nie ma kogoś takiego jak Hokage, a Sasuke jest na wyciągnięcie ręki. Nie muszę trenować, ani wypełniać misji. Mogę zrobić wiele rzeczy, których nie mogłem wcześniej zrobić, dlatego teraz postaram się najbardziej jak mogę, by tylko wszystkiego nie schrzanić, a zacznę od jutrzejszej rozmowy z Hinatą. 
Gdy tylko skończyłem nad tym wszystkim rozmyślać do mojego pokoju bez pukania wszedł menadżer, który widząc mnie siedzącego na sofie z zamyślonym wyrazem twarzy zapytał rozbawiony:
 - Czyżbyś przeszedł szkołę przetrwania w jednym kawałku? To raczej rzadkość, że siedzisz tak spokojnie i o czymś tak zawzięcie myślisz.  
 - Nic Ci do tego. - odpowiedziałem lekko poirytowany jego jego rozbawionym wyrazem twarzy. Jakby miał się z czego śmiać... Jego pracą jest nie tylko układanie grafiku, ale też zajmowanie się zespołem i dbanie o to żebyśmy mieli czas dla siebie, jak i dla fanów po koncertach. Wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, a przez jego idiotyzm zostałem złapany przez fanki do czego nie powinno dojść, nawet jeśli poszedłem się przejść do pobliskiego parku. - Chcesz czegoś? - zadałem pytanie lekko się przeciągając. 
 - W zasadzie przyszedłem sprawdzić jak się miewasz, ale widzę, że nie ma się o co martwić. Na drugi raz nie urządzaj sobie spacerów, bo sytuacja może się powtórzyć. 
 - Miałem jeszcze czas do próby, dlatego poszedłem. - wytłumaczyłem. 
 - Może miałeś czas, ale to nie znaczy, że możesz sobie swobodnie chodzić i robić co chcesz. Przez twoje zachowanie musiałem odwołać próbę zespołu. 
 - Przez moje zachowanie? - zapytałem retorycznie już lekko wkurzony. - Samochód przyjechał za szybko, dlatego czekał. Bez problemu mogłeś po prostu przysłać drugi, kiedy cie prosiłem, ale nie... Wolałeś dać mi głupią nauczkę, która i tak gówno da. To nie przeze mnie próba została odwołana, ale przez Ciebie, przez twoje niedopatrzenie. - stwierdziłem wstając z miejsca. 
 - Jak możesz tak mówić? - patrząc na swojego menadżera od razu mogłem stwierdzić, że jest na mnie wściekły, ale tym razem to nie ja zawiniłem, dlatego nie zamierzam już więcej się mu tłumaczyć.
 - Normalnie. Jeśli to wszystko, to opuść proszę ten apartament i daj mi odpocząć. Jutro dokończymy naszą rozmowę. Do tego czasu postaraj się należycie wykonywać swoje obowiązki. - po tych słowach zdałem sobie sprawę, że chyba przesadziłem. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego zawiedzionego wyrazu twarzy u Matsudy jak dziś. Bez jakichkolwiek dalszych słów tak jak prosiłem opuścił mój apartament, a ja po prostu ponownie spocząłem na kanapie karcąc się myślach za moje zachowanie. Widać pyskowanie innym nie wyszło mi z nawyków. Czasem naprawdę zachowuję się, jak gówniarz, którym byłem za czasów akademii ninja. Po dłuższym czasie siedzenia w miejscu usłyszałem głośne burczenie w moim żołądku, które uświadomiło mi, że jestem głodny. Nie chcąc wychodzić do hotelowej restauracji chwyciłem za telefon i wydusiłem odpowiedni klawisz, który połączył mnie z tutejszą obsługą. Po krótkiej chwili złożyłem zamówienie, które po parunastu minutach zostało zrealizowane i dostarczone przez kelnera prosto do mojego apartamentu. Zawsze, kiedy zacząłem spożywać jakikolwiek posiłek mój umysł wracał wspomnieniami do chwil, kiedy siedziałem wraz z pewnymi ludźmi w małym barze przy misce ramenu, ale z pewnych powodów nie mogłem dostrzec ich twarzy. Dziś już wiem, że tymi osobami byli moi cenni przyjaciele z drużyny siódmej, dlatego cały mój niepokój dotyczący tego świata podczas posiłku gdzieś się oddala, chociaż to trwa tylko chwile... Kiedy skończyłem jeść ponownie wezwałem obsługę, by posprzątała. Sam w tym czasie otworzyłem swój notatnik, gdzie zapisywałem nuty skomponowanych przeze mnie utworów i chwytając gitarę zacząłem grać jeden z nich próbując przy tym ułożyć do niego odpowiednie słowa, bowiem była to dopiero sama melodia, która bez słów nie mogła się nazywać piosenką.


Sakura


Siedząc obok Sasuke w limuzynie czułam się nieco dziwnie. To pierwszy raz, kiedy siedzę w takim luksusowym pojeździe, więc zaczynam się trochę denerwować. Spoglądając od czasu do czasu na twarz mojego towarzysza śmiało mogę stwierdzić, że zdążył się On przyzwyczaić do takich wygód, więc w przeciwieństwie do mnie nie robi to na nim żadnego wrażenia. Jednak sama ta sytuacja, aż tak bardzo mnie niepokoi, jak samo spotkanie na którym mamy się pojawić. Nie wiem, jak mam się tam zachować, ani czego mam się tam spodziewać. Mam wrażenie, że będę kulą u nogi dla Sasuke będąc zupełnie obca w świecie biznesu. Powoli zaczynam żałować, że przystałam wtedy na jego propozycję. Mogłam ją odrzucić, kiedy miałam ku temu okazję. Niestety teraz już za późno i choćbym chciała zwiać to już nie mogę zawrócić. 
 - Denerwujesz się? - usłyszałam nagłe pytanie ze strony kruczowłosego, które wybiło mnie z toku myśli. 
 - Aż tak widać? - odpowiedziałam zażenowana pytaniem, które od razu dawało oczywistą odpowiedź na wcześniejsze.
 - Nieznacznie. - uśmiechnął się mówiąc sarkastycznie. 
 - Kłamiesz. - stwierdziłam na co ten westchnął odpowiadając: 
 - Skoro wiesz to po co pytasz. 
 - Tak jakoś... - westchnęłam doskonale zdając sobie sprawę w jakiej chujowej sytuacji jestem.  
 - Wiesz z początku może być trudno, jednak idzie się przyzwyczaić. Grunt to nie dać się pokonać. 
 - Nie dać się pokonać? - zapytałam zdziwiona jego słowami, kiedy jedna z moich brwi lekko drgała. Jakoś Sasuke i dawanie dobrych rad nie szło mi w parze. Choć muszę przyznać, że w tych słowach wyczułam, że mówi całkiem poważnie, dlatego spoważniałam uważnie czekając na jego wyczerpującą odpowiedź. 
 - Dokładnie. Jeśli to Ci ułatwi sprawę to każde spotkanie możesz przyrównać do zwykłej misji. W zasadzie niczym się to nie różni, ponieważ w obu tych zjawiskach chodzi o to samo. 
 - Czyli o co dokładnie? 
 - Przetrwanie i sukces. - rzucił, gdy pojazd się zatrzymał, a on sam wysiadł, kiedy szofer otworzył drzwi podając mi dłoń, jak jakiejś wysoko urodzonej damie. Z jego pomocą wyszłam z limuzyny stając na równe nogi. Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę była spora rezydencja rodziny Mikage zdobiona czterema rzymskimi kolumnami i pięknymi schodami uzupełniającymi całość.




Nie wiedziałam, że Sasuke mieszka na obrzeżach Tokyo i to w takim miejscu. Ta wiedza jeszcze bardziej mnie przerażała, jednak słowa, które wypowiedział wcześniej na swój sposób dodawały mi otuchy. Z lekkim stresem trzymając Sasuke pod ramie ruszyliśmy po schodach do rezydencji, z której dochodziła piękna muzyka. Teraz już wiem dlaczego zostałam ubrana w tak piękną suknie. W końcu spotkanie o którym wspominał były Uchiha to tak naprawdę uroczysty bankiet. Kiedy dochodziliśmy do drzwi wejściowych budynku, nim się zbliżyliśmy zostały one otworzone przez jednego z tutejszych lokai, który z należytym powitaniem wpuścił nas do środka prowadząc do wielkiej sali, gdzie odbywało się przyjęcie. Z każdym krokiem moje serce biło mocniej, jakbym miała dostać zawału, jednak już po chwili się uspokoiło, kiedy zobaczyłam zastawione eleganckie stoły i pary tańczące w rytm muzyki granej przez wynajętą orkiestrę. Można by rzec, że wpadłam w pewnego rodzaju zadumę, ponieważ takiego zdarzenia jeszcze nigdy na oczy nie widziałam. Nim się obejrzałam na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a stres całkowicie zniknął do czasu, kiedy usłyszałam pytanie ze strony mojego towarzysza.
 - Czy mogę prosić do tańca? - Szczerze? Nigdy nie sądziłam, że usłyszę od niego kiedykolwiek takie pytanie, więc byłam lekko zaskoczona. Dobrze wiedziałam, że nie wypada mu odmówić, więc podałam swoją dłoń udając się za nim na parkiet, gdzie rozpoczęliśmy nasz wspólny taniec poruszając się w rytm wolniejszej muzyki. 



Kiedy tańczyliśmy, mimo że patrzyłam Sasuke prosto w oczy zachwycając się chwilą zdałam sobie sprawę, że jesteśmy obiektem obserwacji i rozmów wielu obcych dla mnie osób. Nie żebym zbytnio się tym przejmowała, ale wolałabym nie rzucać się tak bardzo w oczy, ponieważ to może być dla Sasuke niekorzystne. 
 - Martwisz się tym, że jesteśmy w centrum zainteresowania? - jak zwykle czyta ze mnie, jak z otwartej książki. Pomyślałam na chwilę uciekając wzrokiem. - Nie przejmuj się tym. Pamiętaj co Ci mówiłem, a wszystko będzie dobrze. - powiedział lekko się uśmiechając przy tym całując z ukłonem moją dłoń na zakończenie tańca. - Muszę na chwilę Cie zostawić. Do czasu mojego powrotu postaraj się unikać rozmów z wszystkimi mężczyznami. Dobrze? - zapytał retorycznie mówiąc na odchodne. - Jak chcesz możesz iść czegoś skosztować lub po prostu spocząć na jakimś wygodnym miejscu. Postaram się wrócić jak najszybciej się da. 
 - Rozumiem, nie śpiesz się. - odpowiedziałam udając się do stolików z jedzeniem, gdzie oglądałam przeróżne jedzenie nie mogąc się zdecydować co wybrać. 
 - Może szampana? - usłyszałam głos jednej ze służących roznoszących alkohol.
 - Poproszę. - uśmiechnęłam się do dziewczyny, która podając mi napój wydawała się być zdziwiona moją przyjazną reakcją. Nim się obejrzałam szybko zniknęła wśród tłumu, a ja znów zostałam sama. Ciekawe ile mu się zejdzie...? Zadawałam sobie pytanie obserwując te niespotykane dla mnie otoczenie. Pomyśleć, że Sasuke i Hinata na co dzień żyją w takim świecie... Trochę mi ich szkoda, bo przez to mają ograniczoną swoją wolność. Jedna ich wpadka i wie o niej cały świat. 
 - To rzadkość, że syn rodziny Mikage przychodzi z partnerką. - usłyszałam jedną z rozmów dwóch mężczyzn.
 - To prawda. Zazwyczaj towarzyszył swojej starszej siostrze pani Sayu. - stwierdził drugi popijając szampana.
 - Czyżby się zakochał? - padło pytanie na które moje serce z niewiadomych przyczyn zabiło mocniej. 
 - Nie sądzę... Odkąd poznałem młodego panicza ten wydawał się być dziwny i raczej nie chętny do jakiegokolwiek ożenku. Rok temu próbowałem go zeswatać z moją wnuczką przedstawiając mu ją na zeszłorocznym przyjęciu, jednak on nic sobie z tego nie zrobił. - westchnął rozżalony na co drugi dopowiedział. 
 - Wiem, jak to jest. Też próbowałem to zrobić, ale niestety poniosłem porażkę. 
 - A co sądzisz o tej młodej damie towarzyszącej paniczowi?
 - Urody jej nie brak, to fakt, jednak pierwszy raz widzę damę z takim kolorem włosów. Nigdy nie sądziłem, że ktoś może się tak pofarbować i jeszcze wyglądać tak pięknie. 
 - Też prawda, ale muszę przyznać, że nieco niepokoi mnie brak informacji na temat jej osoby. 
 - Nie tylko Cie mój przyjacielu. Bądźmy szczerzy wszyscy tutaj się znają mniej lub więcej, ale się znamy. Natomiast ta młoda dama pojawiła się znikąd i to w dodatku jako partnerka członka rodziny jednego z największych szych świata. 
 - To rzeczywiście niepokojące. - przytakiwali sobie, że aż mnie mdliło. Nie wiem czy oni są ślepi, czy tylko udają, że mnie w pobliżu nie widzą. W ogóle, jak mogli powiedzieć, że mam pofarbowane włosy? Czy im na głowę padło? Piekliłam się, aż się we mnie gotowało. Nie lubiłam jak ktoś komentował w tym świecie kolor moich włosów, ponieważ odkąd pamiętam miałam przez nie problemy. Jednak nigdy nie byłam tak zdesperowana, by naprawdę zmienić swój kolor włosów na inny, ponieważ one zawsze podkreślały moje imię. By nie słuchać dalej rozmowy tych dwóch staruszków udałam się w inną stronę sali, gdzie ku swojemu zdziwieniu dostrzegłam pewną znajomą parę, która zawzięcie dyskutowała z innymi osobami. Ich widok wystraszył mnie nie na żarty, ponieważ w przeszłości na samym początku mojej podróży w tym świecie sprawili mi i Night'owi sporo kłopotów, a wszystko zaczęło się od dnia w którym mój brat zechciał mnie adoptować...  



CDN w następnym rozdziale:
Sakura i Sasuke VS niechciane przeznaczenie. Ballada o miłości Naruto
(za rozdziałem będzie trzeba czekać około miesiąca, ale prawdopodobnie będzie on o wiele dłuższy niż poprzednie, ponieważ chce bardziej rozwinąć fabułę z dokładnym opisem)

A teraz do konkretu... Bardzo przepraszam za tak spóźniony rozdział, ale jakoś w tym miesiącu wszystko zaczęło się walić. Ponad to mam dużo roboty z nadchodzącą maturą i egzaminem zawodowym, a co więcej ćwiczymy poloneza na styczniową studniówkę, więc jest pełno roboty. Nie licząc pewnych osobistych problemów, którymi nie będę Was zanudzać muszę przyznać, że ciężko jest się wziąć za pisanie, kiedy trzeba ogarnąć tyle rzeczy. 
Mam nadzieję, że następnym razem moje ptaszyny Was nie zawiodę i w terminie wstawię rozdział. 
To tyle z mojej strony, więc życzcie mi dużo weny i komentujcie!
Pozdrawiam wszystkich czytelników i dziękuję za szczere komentarze:
Nibea :)         

wtorek, 21 października 2014

Rozdział VIII


Naruto

Siedziałem na lekcji po tym, jak Sakura wraz z Sasuke opuścili naszą klasę. Byłem trochę zmieszany po ujrzeniu tej dwójki razem i tym jak ją Sasuke potraktował, gdy inny chłopak do niej zagadał. Nie żebym zamierzał się w to wtrącać, bo w końcu to nie moja sprawa kto z kim chodzi i co robi. Słuchając nauczyciela już dawno nie czułem się tak znudzony po prostu czułem, że to nie jest mój dzień na naukę. Na dodatek dzisiejsza scena przed lekcjami ciągle pałęta mi się po głowie przez co cały czas spoglądałem w stronę Hinaty robiącej notatki z lekcji. To niesamowite, że dziewczyna na którą zwracałem kiedyś tak mało uwagi teraz jest w moim centrum zainteresowania. Zaśmiałem się w myślach nadal obserwując młodą spadkobierczynie rodziny Kanji, która teraz odgarniała kosmyki długich, granatowych włosów za ucho. Nie wiem dlaczego, ale widząc to lekko się zawstydziłem, a moje serce przyśpieszyło. To było dla mnie coś nowego. Nagle dziewczyna obróciła głowę w moja stronę, a nasze oczy się spotkały. Obydwoje lekko zszokowani, a zarazem zawstydzeni odwróciliśmy głowy w druga stronę, jakbyśmy chcieli wymazać fakt, że coś takiego miało miejsce. Teraz czułem się naprawdę mocno speszony. Nie wiem co we mnie wstąpiło, że tak się zachowuję. Przecież dopiero dzisiaj pierwszy raz się spotkaliśmy po takim czasie, a wcześniej takie coś w ogóle mi się nie zdarzało. O co tu chodzi? Zastanawiałem się próbując uspokoić swoje łomoczące serce. W końcu zadzwonił dzwonek kończący lekcje i mogłem spakować się, by już po chwili na spokojnie kierować się do domu. Wiedziałem, że prawdopodobnie przyjedzie po mnie samochód w końcu gdybym hasał tak spokojnie po mieście to w rezultacie dorwałaby mnie niezliczona ilość fanek zespołu, a na to raczej nie mogę sobie pozwolić. Mimowolnie spojrzałem na Hinate, która już spakowana zabierała swoją torbę kierując się do wyjścia. 
 - Hinata! - zawołałem bez namysłu na co dziewczyna odwróciła się pytająco w moją stronę. 
 - Coś się stało? - zapytała niepewnie, gdy podszedłem do niej bliżej. 
 - Przepraszam jakoś tak odruchowo Cie zawołałem. - przyznałem się na co dziewczyna się uśmiechnęła. 
 - Przejdziesz się ze mną? - wyskoczyła naglę z taką propozycją, że przez chwilę mnie zamurowało nie wiedząc co odpowiedzieć. Z jednej strony chciałbym się przejść, a z drugiej obawiam się ataku fanek i wściekłości mojego menażera, który dość często mi przypomina żebym się nigdzie sam nie szlajał. - Jeśli jesteś zajęty to w porządku. - dodała chcąc iść dalej, ale wtedy złapałem ją szybko za rękę odpowiadając:
 - Pójdę. - twarz dziewczyny w jednej chwili się zarumieniała i wtedy zdałem sobie sprawę co zrobiłem. Szybko puściłem jej rękę i już na spokojnie podążyłem za nią. 

Przez dłuższą chwilę spacerowaliśmy w ciszy. Zdążyliśmy opuścić tereny szkoły i przejść jedną całą ulicę. Ku mojemu zdziwieniu ludzie przechodzący obok wcale nie zwracali na nas uwagi, zupełnie jakbyśmy byli normalnymi ludźmi. W końcu mogłem na spokojnie odetchnąć świeżym powietrzem i bez stresu o wszystkim pomyśleć. Obecność Hinaty jakoś dawała mi poczucie spokoju. Czułem się przy niej swobodnie i mimo że teraz milczała byłem wdzięczy, że tu ze mną jest. 
 - Naruto czy ty cieszysz się, że tu jesteś? - usłyszałem pytanie z jej strony, kiedy dochodziliśmy do pewnego nieznanego mi parku. 
 - Zależy co masz na myśli... - odpowiedziałem spokojnie czekając na rozwinięcie owego tematu. 
 - No wiesz... chodzi mi o ten świat... - mówiła niepewnie, jakby bała się, że tym w jakiś sposób mnie urazi.
 - Szczerze? Sam do końca nie wiem. - uśmiechnąłem się w jej stronę na co ona lekko odwzajemniła ten gest. - Jakby nie patrzeć ten świat nie jest taki zły. Owszem dzieją się tu czasem straszne rzeczy o których wolałbym nie wiedzieć, ale nie dotyczą one mojej osoby, ani was, więc jest ok. Nie powiem, bo z początku było ciężko. Byłem zagubiony, kiedy tutaj trafiłem, na dodatek nie potrafiłem się porozumieć z tutejszymi ludźmi. Uważali mnie za wariata, ale to dlatego, że chcieli mi pomóc myśląc, że jestem chory. Jednak z czasem wszystko się jakoś w miarę ułożyło. Nim się obejrzałem byłem członkiem rodziny Harvey i stałem na scenie grając. Można by powiedzieć, że zacząłem na nowo żyć. Podejrzewam, że też przeżyłaś coś podobnego, aż w końcu zaczęłaś zatracać swoje własne "ja" zapominając o przeszłości, ale teraz jest już w porządku prawda? - zapytałem z uśmiechem na co dziewczyna przytaknęła głową wycierając łzy, które zaczęły spływać po jej policzkach. 
 - Przepraszam... - wyszlochała próbując się ogarnąć. - Kiedy sobie uświadamiam, że jednak to wszystko nie było kłamstwem... Jestem naprawdę szczęśliwa. 
 - Wiem, ponieważ mimo wszystko czuje to samo. 

Hinata

Słysząc jego pogodny głos pierwszy raz od bardzo długiego czasu czułam się naprawdę szczęśliwa. Łzy, które skapywały na ziemię nie były oznaką bólu lecz radości. Jego słowa jak za dawnych czasów podnosiły mnie na duchu dając poczucie bezpieczeństwa i szczęścia przy tym przyśpieszając bicie mojego serca. W tym świecie usłyszałam niegdyś takie słowa "Stara miłość nie rdzewieje". Teraz już wiem, jakie ich prawdziwe znaczenie. Może i pierwszy raz spotkaliśmy się w tym świcie, ale dam z siebie wszystko, by tylko zauważył moje skryte uczucia. 
 - Naruto. - wypowiedziałam jego imię z pewną delikatnością, kiedy z moich oczu przestały wypływać łzy. Wiedziałam, że taka okazja może się więcej nie powtórzyć, więc kiedy spojrzał w moją stronę szybkim decydowanym ruchem zbliżyłam się do twarzy blondyna delikatnie muskając jego usta. Z jego reakcji wynikało, że był bardzo zaskoczony, jednak nie odepchnął mnie od siebie, ani nie protestował. Pierwszy raz pocałowałam w usta druga osobę. Było to dla mnie jak sen na jawie. Powoli przymknęłam powieki rozkoszując się tą chwilą, aż w końcu oderwałam się speszona od niebieskookiego, który nadal był w szoku. - Muszę już iść. - powiedziałam patrząc na zegarek po czym zostawiłam blondyna w tyle wzywając przy ulicy taksówkę, która natychmiast podjechała zabierając mnie z owego miejsca. Siedząc w środku pojazdu dotknęłam dwoma palcami swoich ust. Moje serce natychmiast jeszcze bardziej przyśpieszyło, a twarz spłonęła rumieńcem. Byłam naprawdę szczęśliwa, że w końcu po tylu latach nieodwzajemnionej miłości odważyłam się na tak wielki krok. Z drugiej strony zastanawiałam się, jak ja mu jutro spojrzę w oczy? W końcu zrobiłam to bez jego zgody. Co będzie jeśli powie, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego? Te pytanie zaczęły latać po mojej głowie lekko przyćmiewając zdrowy rozum. Im więcej o tym myślałam, tym bardziej czułam się podenerwowana, ale wiedziałam jedno... Nie mogę się teraz poddać. 

Naruto

Stałem niedaleko parku próbując ogarnąć co właśnie się stało. Byłem totalnie rozkojarzony, a moje oczy wciąż spoglądały w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała granatowowłosa dziewczyna. Serce biło mi jak szalone, jakby chciało opuścić klatkę piersiową, w której się znajduje. Przez chwilę stałem bez ruchu, gdy w mojej głowie przelatywały obrazy niedawnej sceny dalej analizowane przez mój mózg, który najwyraźniej chwilę temu się przegrzał. Dopiero po paru minutach dotarło do mnie co tak naprawdę się wydarzyło. Zszokowany dotknąłem swoich warg, które biły aż gorącem, a twarz przybrała lekki odcień różu. Szczerze nie wiedziałem co o tym myśleć, ani co teraz mam zrobić. Powoli udałem się w drogę powrotną, kiedy nagle usłyszałem głośne piski dziewczyn.
 - To Harvey-kun, zobaczcie jest w mundurku szkolnym!
 - Naprawdę? Szybko chodźmy do niego! 
 - Ja chcę autograf! - przekrzykiwały się zbliżając się w moją stronę, jak chmara os.
Po prostu nie wierzyłem własnym oczom. Skąd tu się wziął ten cały tabun dziewczyn? Pytałem sam siebie szukając drogi ucieczki przed piszczącymi dziewczynami. Jak to możliwe, że jak byłem z Hinatą nikt nie zwrócił na nas uwagi? Krzyczałem w myślach uciekając do parku, który był paręnaście metrów ode mnie. Kiedy jakimś cudem udało mi się skryć przed tymi "wygłodniałymi wilkami" szybko wyciągając telefon zadzwoniłem do swojego menadżera modląc się przy tym by nie był zajęty. W końcu po paru sygnałach usłyszałem jego wściekły głos:
 - Harvey-kun gdzie Ty jesteś!? Twój szofer czekał za tobą pod szkołą, ale się nie zjawiłeś!
 - Przepraszam. - odpowiedziałem szybko, by przejść do konkretu. - Później mnie opieprzysz, ale teraz mi pomóż. 
 - Co się stało? - zapytał już spokojniej.
 - Stos fanek chce mnie dorwać, a nie za bardzo mogę uciec. 
 - Gdzie jesteś?
 - W parku niedaleko szkoły. Proszę szybko zabierz mnie stąd. 
 - Nie ma mowy. - powiedział wrednie, jak nigdy. 
 - Co? - zapytałem nie wierząc w to co słyszę. 
 - Nie zrobię tego. Było pojechać z pod szkoły samochodem. Teraz sam rozwiąż sobie swój problem. Do zobaczenia. - rozłączył się zostawiając po sobie tylko głuchy sygnał. 
 - Co z Ciebie za menadżer!!! - wykrzyczałem spanikowany na cały głos zwracając na siebie uwagę dziewczyn, którym już po chwili udało się mnie złapać w swoją pułapkę bez wyjścia. 

Sakura

Po powrocie ze szkoły większość czasu spędziłam w domu przygotowując obiad dla Night'a, który był w pracy. Kiedy tylko wrócił, jak zwykle zjedliśmy razem obiad po czym we dwójkę posprzątaliśmy po posiłku zmywając naczynia. Zaraz po tym udałam się na trzecie piętro, gdzie znajdował się mój pokój. Z pewnego rodzaju depresją w oczach usiadłam na łóżku wyjmując z pod poduszki swoją opaskę Konohy, którą teraz trzymałam zaciśniętą w swoich dłoniach. Czasem jednak chciałabym wrócić do pełnej ciepłych, jak i bolesnych wspomnieć wioski, gdzie żyli moi prawdziwi rodzice, pełna rozwagi pani Tsunade i wszyscy inni przyjaciele. Rozmyślając nad swoimi pragnieniami poczułam, jak robi mi się słabo. moje ciało siedzące na łóżku mimowolnie upadło z hukiem na podłogę, a opaska nadal była trzymana kurczowo w dłoni, jakby od tego miało zależeć moje życie. 

Chwilę później ocknęłam się leżąc na łóżku okryta kołdrą ubrana w szpitalną piżamę. Z trudem powoli wstałam do pozycji siedzącej rozglądając się po pomieszczeniu, w którym spałam. Byłam mocno zdziwiona, kiedy oprócz mnie znajdowali się tu moi pozostali towarzysze, z którymi udałam się wtedy na misje, a nawet Sasuke wraz ze swoimi kompanami. O co tu chodzi? Pytałam sama siebie odpinając od siebie sprzęt medyczny, który monitorował moje funkcję życiowe. Ledwością wstałam z łózka stawiając z trudem kolejne kroki. Przyglądając się każdemu z osobna doszłam do wniosku, że każdy z nich jest od dłuższego czasu w śpiączce i to samo tyczyło się mnie. W końcu nie bez powodu wsadzili by nas wszystkich na tą ogromną salę. Patrząc z daleka przez okno zrozumiałam, że teraz jest noc, a więc większość ludzi śpi. Pomału otworzyłam drzwi sali kierując się wzdłuż korytarza. Bez wątpienia znałam to miejsce. Z każdym krokiem moje ciało robiło się coraz cięższe, ale nie poddawałam się i szłam dalej. W końcu udało mi się dojść do holu szpitala, gdzie zawsze powinna czuwać pielęgniarka dyżurująca, której jak na złość teraz nie było przez co byłam zmuszona iść dalej. Wychodząc z budynku szpitala mogłam nacieszyć się widokiem za którym tak bardzo w głębi serca tęskniłam. Konoha nocą może z tego miejsca nie wyglądała zbyt pięknie, ale teraz to się nie liczyło. Cieszyłam się, że chociaż ten jeden raz mogę zobaczyć moją kochaną wioskę pod tym pięknym gwiaździstym niebem. 
 - Sakura? - usłyszałam za sobą znajomy nostalgiczny głos.
 - Kakashi-sensei... - wypowiedziałam jego imię klękając z braku sił na ziemi. Czułam się naprawdę wyczerpana. Miałam wrażenie jakby organizm na siłę próbował mnie ponownie uśpić zatapiając w śpiączce.
 - Nie powinnaś wstawać z łóżka. Zaniosę Cie z powrotem i sprowadzę lekarzy. - podniósł mnie na ręce kierując się w drogę powrotną do szpitala. 
 - Nie... - zaprotestowałam słabo jakbym zaraz miała umrzeć. - Zabierz mnie do pani Tsunade. - rozkazałam nauczycielowi, który szanując moją prośbę zabrał mnie w mgnieniu oka tam, gdzie chciałam, prosto do V Hokage. Kiedy tylko pojawiliśmy się w jej biurze Hatake postawił mnie na podłodze, a sam poszedł po piątą, która prawdopodobnie spała. Nie minęły trzy minuty, a drzwi z hukiem się otworzyły wpuszczając do środka moją drugą mentorkę. 
 - Sakura - powiedziała stęskniona przytulając mnie mocno do siebie. Prawdopodobnie zdawała sobie sprawę, że bardzo trudno zachować mi świadomość. 
 - Pani Tsunade... Nie ma dużo czasu, więc wysłuchaj mnie. - zaczęłam szybko czując jak coraz bardziej opuszczają mnie siły. - Misja, na którą nas wysłałaś zakończyła się niepowodzeniem. Wszyscy, którzy brali w niej udział zostali uwięzieni w innym świecie bez możliwości korzystania chakry. Powiem inaczej... Chakra tam nie istnieje. - na te słowa Piąta rozszerzyła oczy ze zdziwienia nie wierząc w to co słyszy, ale ze spokojem dalej wsłuchiwała się w każde moje słowo. - Ludzie korzystając ze swojej wiedzy rozwijają społeczeństwo i leczą ludzi. To naprawdę niezwykłe miejsce...
 - Jak to możliwe, że drużyna Sasuke również się tam znalazła? - pytała brązowooka chcąc wyciągnąć najprzydatniejsze informacje, które być może pomogą jej rozwiązać nasz problem.
 - Zaatakowali nasz cel przez co sami zostali uwięzieni. - tłumaczyłam mrużąc coraz bardziej oczy przez rozmywający się przede mną obraz - Do tej pory udało mi się odnaleźć tylko Sasuke, Naruto i Hinate. Chodzimy razem do szkoły i chyba na nowo się zaprzyjaźniliśmy... - uśmiechnęłam się blado na tę myśl. Wiedziałam, że to jest mój limit. Czułam, jak tracę grunt pod nogami, aż wreszcie mimo głośnego wołania zapadła całkowita ciemność. 

Sasuke

W końcu dotarłem do domu Sakury. Szofer zaparkował niedaleko jej posiadłości auto, a ja szybko udałem się do drzwi dzwoniąc dzwonkiem. Jak to zwykle bywało otworzył mi jej brat, który najwyraźniej gdzieś się śpieszył.
 - O Mikage wejdź. - Wpuścił mnie szybko do środka kontynuując. - Sakura jest na trzecim piętrze u siebie w pokoju, pierwsze drzwi po prawej. Chciałbym Wam potowarzyszyć, ale niestety dostałem pilne wezwanie do szpitala na dodatkową zmianę, więc do jutra mnie nie będzie. - miał już wychodzić, gdy na odchodne dodał - Tylko nic jej nie zrób. - po tym znikł za drzwiami zostawiając mnie samego. Jakoś nie mogłem uwierzyć, że ten człowiek miał coś wspólnego z moją rodziną, ale zdjęcia mówiły same za siebie. Powolnym krokiem ruszyłem schodami na górę w kierunku pokoju różowo-włosej. Cisza jaka panowała w tym domu była zadziwiająca. Zastanawiałem się jakim cudem panuje tu taki porządek skoro rodzina Soushi'ch nie posiada żadnej służby, czyżby to wszystko sprzątała jedna dziewczyna i chłopak zamieszkujący to miejsce? Jeśli tak to jestem pod wrażeniem, ponieważ nie wyobrażałem sobie siebie sprzątającego tak duży dom. Kiedy dotarłem na trzecie piętro podszedłem pod wskazane drzwi, w które kilkakrotnie zapukałem.
 - Dziwne... - powiedziałem na głos widząc, że nikt nie otwiera. - Może poszła do innego pomieszczenia? - zastanawiałem się chcąc poszukać po innych pomieszczeniach. Jednak coś mnie tchnęło i nacisnąłem klamkę od jej pokoju otwierając lekko drzwi. To co zobaczyłem w środku zmusiło mnie do natychmiastowego działania. Szybkimi zdecydowanymi krokami przekroczyłem próg jej pokoju wpraszając się do środka. Widziałem, jak dziewczyna leży na podłodze twarzą do ziemi trzymając w dłoni swoją opaskę wioski liścia. Na pierwszy rzut oka wynikało, że zasłabła i upadła w tak niefortunny sposób, dlatego delikatnie obróciłem ją na plecy. Na szczęście oddychała i puls miała normalny. Jedynym niezadowalającym faktem było to, że na jej skroni widniała rana, z której wyciekała pomału krew. Prawą dłonią zacząłem klepać ją po policzku, by się zbudziła, ale to nic nie dawało. - Sakura! Sakura obudź się! - podniosłem głos nadal ją klepiąc po twarzy. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułem prawdziwy strach. Zastanawiałem się co się stanie jeżeli Ona się nie wybudzi? Czy zostanę tutaj sam? Nie mogłem znieść tej myśli. Na samo wyobrażenie o takowej sytuacji przechodziły mnie niemiłe dreszcze. Strach we mnie coraz bardziej się wzmagał. Sam siebie nie poznawałem. Dlaczego tak się o nią boję? Sam nie wiedziałem... - Sakura! - wykrzyczałem jej imię najgłośniej jak potrafiłem. Kiedy już miałem stanąć na nogi, by zadzwonić po pogotowie ratunkowe usłyszałem brzdęk opaski, którą wcześniej trzymała w dłoni. Zaraz po tym powieki dziewczyny uniosły się ku górze pokazując soczystą zieleń jej tęczówek. Zamglonymi oczyma rozejrzała się po pomieszczeniu zatrzymując swój wzrok na mnie.
 - Sasuke...? - zapytała niepewnie zachrypniętym głosem podnosząc się do pozycji siedzącej. - Co mi się stało...? - dotknęła miejsca na głowie, gdzie znajdowała się rana.
 - Prawdopodobnie zasłabłaś. - odpowiedziałem spokojniej z ulgą na sercu przyglądając się rozkojarzonej Sakurze.
 - Gdzie Night?
 - Musiał wyjść do szpitala, miał pilne wezwanie.
 - Rozumiem... - wstała z podłogi chwiejąc się traciła równowagę. Szybkim ruchem złapałem ją w pasie przyciągając do siebie chroniąc jej drobne ciało przed ponownym upadkiem. Nie powinna tak nagle wstawać. Mogło to się dla niej bardzo źle skończyć. - Dziękuję. - powiedziała delikatnie zarumieniona. Teraz kiedy trzymałem ją tak blisko siebie nasze ciała się stykały. Słyszałem, jak mocno bije serce byłej kunoichi, a spokojny oddech troszeczkę przyśpieszył. Przez chwilę staliśmy tak w ciszy, kiedy różowo-włosa oddaliła się na bezpieczną odległość siadając na pobliskim łóżku. - Jak dostałeś się do środka? - zapytała już normalnie wyjmując z szafki nocnej stojącej obok łóżka apteczkę. To mnie nieco zdziwiło. Pierwszy raz spotkałem osobę, która przy łóżku trzyma zestaw do pierwszej pomocy. Widać mimo braku swoich leczniczych umiejętności wciąż choćby najzwyklejszymi sposobami stara się być medykiem.
 - Twój brat mnie wpuścił, kiedy wychodził. Można powiedzieć, że minęliśmy się w drzwiach.
 - Rozumiem... - odpowiedziała wyciągając z apteczki większy plaster wacik i wodę utlenioną. Z lekkim zawahaniem wylała wodę na wacik z zamiarem oczyszczenia swojej rany, ale kiedy tylko miała go przyłożyć zrezygnowana westchnęła odkładając go na szafkę.
 - Nie zamierzasz oczyścić rany? - zapytałem zdziwiony przyglądając się jej poczynaniom.
 - Przemyję zwykłą wodą. To powinno wystarczyć. - odpowiedziała z lekkim wymuszonym uśmiechem. Po jej zachowaniu wywnioskowałem, że ona po prostu boi się używać na sobie tego rodzaju wody. Trochę mnie to śmieszyło, ale z drugiej strony nie mogłem pozwolić, by chodziła z taką niezdezynfekowaną raną. Jeszcze by się czymś zaraziła.
 - Co Cie tak bawi? - zapytała znienacka uświadamiając mi, że moją twarz jest wykrzywiona w uśmiechu.
 - Nie, nic. - podszedłem do szafki, gdzie leżał nasączony wacik. Teraz stałem nad siedzącą na łóżku dziewczyną, która z lekkim strachem w oczach spojrzała unosząc głowę w moje oczy.
 - Co ty robisz? - zapytała, kiedy usiadłem obok niej. Byłem już w 100% pewny, że przyczyną jej aktualnego niepokoju jest namiastka wody utlenionej na waciku niż fakt, że jest sama z chłopakiem w domu i to w dodatku w sypialni. Spanikowana bliskością chciała wstać, kiedy uniemożliwiając ucieczkę złapałem jej dłoń.
 - Spokojnie... Nie zrobię Ci krzywdy. Dobrze wiesz, że trzeba prędzej czy później odkazić tą ranę.
 - Wiem, ale...
 - Ale co? - zapytałem patrząc w jej oczy. - Musisz dbać o swoje zdrowie. Po za tym mam u Ciebie dług do spłacenia za twoje wcześniejsze opatrunki.

Sakura

Stojąc przed byłym Uchihą patrzącym mi w oczy trudno było mi cokolwiek powiedzieć. Mimo braku swojego sharingana czułam jakby złapał mnie w swoje genjutsu przez co stawałam mu się całkowicie uległa. Zrezygnowana usiadłam z powrotem na swoje miejsce czekając na jego ruch. Z sporym niepokojem patrzyłam, jak przybliża swoją dłoń z wacikiem do mojej rany na głowie. Gdy tylko poczułam wilgoć rana niemiłosiernie zabolała równocześnie szczypiąc, ale mimo to starłam się powstrzymać jakikolwiek jęk, czy łzę zamykając oczy i zaciskając pięść. Poczułam jak mój podbródek jest lekko przyciągany w stronę bruneta. Ku mojemu zdziwieniu ból, który czułam wcześniej powoli zanikał, a zamiast niego pojawiło się nieznane mi dotąd przyjemne uczucie. Lekko otworzyłam oczy, by spojrzeć co się dzieje, a wtedy mnie zamurowało... Czułam przechodzące mnie pełne przyjemności dreszcze pomieszane z lekkim bólem. Ponownie przymknęłam powieki rozkoszując się tą chwilą. Gorące usta, które czułam na swoich delikatnie całowały jakby chciały ukoić ból. Przez chwilę zatraciłam swoje "ja", a moje serce zabiło mocniej. Nie chciałam myśleć o tym, dlaczego Sasuke to zrobił. Liczyła się tylko ta chwila.

 

Kiedy oderwaliśmy się od siebie. cała chwila tak szybko jak się pojawiła, tak szybko znikła. Szybko wstałam z miejsca zauważając leżący wacik na podłodze, który najwyraźniej dawny posiadacz sharingana upuścił i natychmiast podniosłam go wywalając do śmieci. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, a tym bardziej spojrzeć Sasuke w oczy. Jakoś dziwnie się przez to wszystko czułam. Nawet nie wiedziałam jak powinnam zacząć rozmowę. Atmosfera w powietrzu też nie była normalna. Zupełnie jakby cały świat zawirował o 180 stopni. Kiedy tylko spojrzałam w stronę Sasuke od razu cała moja twarz okrywała się rumieńcem. Na jedno byłam szczęśliwa z tego powodu, że to On wykonał pierwszy ruch, ale na drugie nie wiedziałam jak mam się teraz zachowywać w jego obecności. Kątem oka zauważyłam, że brunet też jest lekko zmieszany. Rozmyślał o czymś gorączkowo co bardzo wzbudzało moją ciekawość. Co jakiś czas w ciszy spoglądał w moją stronę, zaś później na zegarek wiszący na jednej ze ścian pokoju. Nie mogłam znieść tej ciszy. W głębi serca modliłam się, by ktoś zadzwonił do drzwi i przerwał tą ciszę, ale niestety i to się nie zdarzyło. Nagle usłyszałam jego głos wyrywający mnie z własnego toku rozmyślań.
 - Sakura... Jesteś zła? - zapytał niepewnym tonem przez co nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Dłuższą chwilę myślałam nad odpowiedzią jaką mu mam udzielić, aż w końcu biorą głębszy oddech odpowiedziała:  
 - To nie tak, że jestem zła... Tylko jakby to ująć... zaskoczona. Nie wiem co mam o tej sytuacji myśleć. 
 - Więc nic nie myśl. - odpowiedział szybko wstając z miejsca. - Przemyślmy to na spokojnie, kiedy każde z nas będzie osobno. Do tego czasu zostawmy ten temat w spokoju. - nie wiedziałam czy to aby na pewno dobry pomysł, ale w jednym miał rację. Potrzebowałam to na spokojnie przemyśleć bez jego obecności tutaj. Do tego czasu postaram się udawać, że nic nie zaszło, choć to nie będzie łatwe zadanie. 
 - Niech tak będzie.
 - Dobrze, a teraz poczekaj tu chwilę. - rozkazał po czym zniknął za drzwiami pokoju wracając po jakiś pięciu minutach z pewną straszą kobietą. 
 - O co tu chodzi? - zapytałam nie rozumiejąc jej obecności.
 - Chyba nie zapomniałaś, że miałaś mi towarzyszyć na dzisiejszym spotkaniu? - zapytał na co doznałam olśnienia. Totalnie o tym zapomniałam! Wszystko przez to, jak mnie potraktował w szkole. Gdyby nie to na pewno bym pamiętała! Biłam się w myślach, kiedy ten rozmawiał z kobietą. Nim się obejrzałam Uchiha zniknął z mojego pokoju zostawiając mnie z ową kobietą trzymającą w ręku pełno pakunków. Kiedy odwróciła się w moją stronę w jej oczach zobaczyłam dziki błysk, który mnie całkowicie przeraził. Miałam ochotę, aż uciec, ale drzwi wydawały się wręcz zamknięte. Zrezygnowana ze strachem w oczach oddałam się w ręce kobiety, która po niecałej godzinie uczyniła mnie bóstwem nie do poznania.

CDN...




poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział VII

Naruto

Patrzyłem na dziewczynę leżącą pode mną, z której oczu płynęły łzy. Choć rozpoznawałem bardzo dobrze jej osobę wciąż nie potrafiłem wydusić z siebie nawet jednego słowa poza wypowiedzeniem jej imienia. Byłem po prostu zbyt oszołomiony naszym nagłym spotkaniem. Wiedziałem, że muszę coś zrobić, ale patrzenie na białookiej łzy wybijało mnie z rytmu. Słyszałem, jak głośno bije Hinaty serce przez co moje także przyśpieszyło. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że upadając na jej kruche ciało mogłem zrobić jej poważną krzywdę. Szybkim ruchem poderwałem się na równe nogi przyglądając się granatowowłosej z górnej perspektywy wyciągając do niej dłoń pomocną dłoń, którą przyjęła wstając na równe nogi. 
 - W... w porządku...? - odważyłem się zapytać kontynuując, kiedy ta otrzepywała swój mundurek z kurzu po upadku. - Przepraszam, że na Ciebie wpadłem, ale tak się śpieszyłem, że Cie nie zauważyłem. Naprawdę przepraszam. - skłoniłem się w geście przeprosin czekając na jej reakcje, jednak ona po wytrzepaniu mundurka po prostu stała w miejscu uważnie mi się przyglądając.
Po jej zachowaniu mogłem się spodziewać o czym tak zawzięcie myśli. W końcu doskonale ją rozumiem, ponieważ sam na początku, kiedy spotkałem Sakure nie wiedziałem do końca co mam powiedzieć. Byłem zagubiony... Kiedy ocknąłem się w szpitalu w Londynie w Anglii zupełnie zwariowałem. Otaczali mnie sami obcy ludzie, których nawet nie potrafiłem zrozumieć, ponieważ mówili w nieznanym dla mnie języku. Dopiero kiedy poznałem dr. Soushi Night'a, który okazał się być później bratem Sakury zrozumiałem swoje położenie. On jako jeden z nielicznych mówił do mnie w miarę zrozumiale i to on uświadomił mnie, że nie jestem już w swoim świecie.Wiedziałem co musiałem zrobić, by tutaj przetrwać. Byłem zmuszony wytrzymać "leczenie" i zaakceptować nową rzeczywistość porzucając swoje prawdziwe "ja" na rzecz tego dziwnego świata. Z czasem, kiedy zauważono, że w aktach nie ma żadnej wzmianki na temat mojej przeszłości zostałem wysłany do sierocińca, gdzie po miesiącu pobytu zostałem zaadoptowany przez znaną rodzinę Harvey. To ona wraz z młodszym ode mnie Rickiem, który został moim młodszym bratem na nowo wychowali mnie i nauczyli angielskiego. Byłem pilnym uczniem. Jak nigdy szybko przyswajałem wiedzę, a nawet nauczyłem się grać na gitarze, aż w końcu Rico zaproponował mi dołączenie do swojego zespołu, który był już dość sławny. Z radością przyjąłem propozycję, aż w końcu jeżdżąc w trasy koncertowe zapomniałem o moim prawdziwym celu. Czas szybko mijał, a ja nadal doskonaliłem swoje umiejętności przy okazji delektując się smakiem normalnego życia. Cieszyłem się, że mogę tak beztrosko spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi z zespołu. Jednym słowem byłem szczęśliwy choć zawsze odczuwałem wrażenie, że czegoś mi brakuje. Próbowałem sobie przypomnieć, ale nie potrafiłem. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy wyjechałem do Japonii wraz z chłopkami jako uczeń z wymiany. Zwiedzając w chwili wolnej miasto wpadła na mnie dziewczyna, którą mimo tego, że byłem pierwszy raz w Tokyo niemalże od razu rozpoznałem. Pamiętam, jak dziwnie się wtedy czułem, wiedziałem o niej wszystko, a nawet nie pamiętałem gdzie ją poznałem. Na domiar złego ona również bardzo dobrze znała mnie. Później poznając Sasuke miałem wrażenie, że gdzieś go widziałem, więc wiedziałem, że coś jest nie tak. Po dłuższym czasie udało mi się dojść do ładu i przywrócić utracone wspomnienia, ale nie było się łatwo z tym pogodzić, więc dla Hinaty to także będzie szok. 
 - Jak? - zapytała wyrywając mnie z zamyśleń. - Jak to możliwe, że tu jesteś? - z jej oczu jeszcze szybciej wypływały łzy, a ja nie wiedziałem jakiej odpowiedzi powinienem jej udzielić. Widok tych łez sprawiał, że czułem ból w klatce piersiowej. Chciałem ją uspokoić i pocieszyć, ale sam w zasadzie nie miałem pojęcia jak to zrobić. Nie wiedziałem, czy to będzie dobry pomysł, czy nie, ale musiałem spróbować choć odrobinę pomóc znieść jej ten ból. Zdecydowanie podszedłem do niej bliżej mocno obejmując i przyciągając do siebie tak, że wpadła w moje ramiona skrywając swoją twarz. Płakała głośno jak małe dziecko, kiedy ja gładziłem jej głowę. Ludzie, którzy przechodzili przy bramie szkoły co jakiś czas zerkali na płaczącą dziewczynę, ale zaraz po tym szli dalej nie zatrzymując się. Wiedziałem, że teraz nie mogę zostawić jej samej. Potrzebowała mnie i to bardzo, dlatego nawet nie śmiałem już myśleć o pójściu na pierwszą lekcje. Zdaję sobie sprawę, jak musiała się czuć myśląc, że jest sama na tym świecie. Wiem, że nie było to dla niej łatwe i że teraz cierpi, jednak muszę ją też uświadomić jaka jest rzeczywistość.
 - Hinata... Nie tylko ja... - zacząłem mówić jej tuż przy uchu, by nikt obcy nie usłyszał. - Sakura, Sasuke, a może nawet inni też gdzieś tu są. Sakure jeśli chcesz możesz spotkać już teraz. Prawdopodobnie jest w budynku szkoły ze swoją klasą. Jak się uspokoisz my również wejdziemy do szkoły i pójdziemy na lekcje. Do tego czasu będę tu z tobą, więc się nie martw. 

Sakura

Siedziałam w ławce słuchając tego co ma nam nauczyciel do powiedzenia, kiedy uświadomiłam sobie, że jestem obserwowana przez Sasuke siedzącego z tyłu klasy. Nie wiedziałam o co mu chodziło, ale jednego byłam pewna - moja twarz robiła się czerwona. Czułam się zawstydzona mając tą świadomość, że szatyn aż tak świdruje mnie wzrokiem. O co mu do choinki chodzi? Zastanawiałam się od dłuższego czasu, kiedy nie wytrzymując odwróciłam się tył patrząc na niego pytająco na co on, jak nigdy spojrzał mi w oczy lekko się uśmiechając. To zbiło mnie z tropu. Sasuke i taki ciepły uśmiech to ostatnia rzecz jaką mogłam sobie wyobrazić, ale nie oznaczało to, że mi się ta zmiana nie podobała. Było wręcz przeciwnie. Moje serce zabiło mocniej, ale zastanawiało mnie to co tak nagle skłoniło takiego gościa ja on do uśmiechów? Eh... nie mam co się silić, bo i tak tego nie zgadnę. Może kiedyś sam mi powie? Dobre sobie... Pewnie prędzej świnie zaczną latać niż on powie o co z tym chodzi.
 - Panno Soushi czy znowu ma pani jakiś problem? - zapytał nauczyciel na co natychmiast odwróciłam się w stronę tablicy. - To nie czas na bujanie w obłokach.
 - Przepraszam... - powiedziałam zażenowana tym, że przez chwilę olałam nauczyciela na rzecz Sasuke.
 - Żeby to było ostatni raz. - powiedział zirytowany, kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę. Zadowolona z przerwy chciałam wyjść z klasy, kiedy usłyszałam ponowne wołanie nauczyciela - A właśnie Soushi weź ze sobą Mikage i chodźcie ze mną do pokoju nauczycielskiego. Mam dla Was, a raczej dla Ciebie małą robotę. - No nie! Jeszcze tego brakowało... Głupi nauczyciel, dlaczego chce czegoś ode mnie i Sasuke? Czyżby za kare?
 - Sasuke! - zawołałam szatynowi machając dłonią by poszedł ze mną. Tak też zrobił. Kroczyliśmy obok siebie idąc za naszym wychowawcą klasy, aż dotarliśmy do pokoju nauczycielskiego, gdzie na spokojnie wysłuchaliśmy tego co ma nam do powiedzenia.
 - Jak wspomniałem Soushi mam dla Ciebie prace. Otóż chciałbym byś oprowadziła uczniów z wymiany po szkole wliczając w to Mikage, który dopiero co się tu przeniósł. Myślę, że to powinno im pomóc się odnaleźć w tej szkole, więc myślę, że to niegłupi pomysł.
 - Dlaczego Ja? - zapytałam od niechcenia.
 - Dlatego, że ty jako jedyna w tej szkole nadajesz się do tej roboty. Jesteś dobrą uczennicą i masz nienaganne zachowanie, a co najważniejsze nie szalejesz na punkcie klasy z wymiany, jak pozostałe uczennice. Jesteś po prostu stworzona do tego zadania.
 - To wszystko?
 - Jeszcze jedna sprawa. Na pierwszej godzinie lekcyjnej nie pojawiła się dwójka uczniów. Chciałbym żebyście ich poszukali. W nagrodę zostaniecie zwolnieni z wszystkich dzisiejszych zajęć.
 - Kto konkretnie się nie pojawił?
 - Kanji Hinata i Harvey Naruto. Ta dwójka jest dość znana w świecie biznesu, więc myślę, że nie potrzeba wam rysopisu, ani zdjęć. - powiedział siadając na swoje miejsce za biurkiem.
 - Dobrze zajmę się klasą z wymiany i poszukam tej dwójki. - odpowiedziałam na odchodne wskazując gestem dłoni Sasuke by szedł za mną. Wiedziałam, że za nim zacznę oprowadzać po szkole klasę z wymiany to muszę znaleźć tą dwójkę.
 - Wiesz, gdzie ta dwójka może być? - zapytał szatyn idący obok mnie.
 - Jestem niemal pewna, że są gdzieś na terenie szkoły.
 - Skąd ta pewność? - zadał kolejne pytanie patrząc na mnie podejrzliwym wzrokiem.
 - Naruto był zadowolony na myśl o pójścia do tej szkoły, dlatego uważam, że nie opuściłby w niej pierwszego dnia. To samo tyczy się Hinaty. W końcu Hinata jest córką szanowanej grupy rodziny Kanji nie ma mowy żeby narobiła swojej rodzinie problemów czyż nie?
 - Widzę, że się podszkoliłaś. - zauważył lekko uśmiechając się. - My ludzie pochodzący ze świata biznesu staramy się zachować czystą reputacje inaczej powstawałyby nieciekawe plotki, a tego wolelibyśmy uniknąć.
 - To nie tak, że się podszkoliłam. - zwróciłam uwagę odwzajemniając uśmiech. - To po prostu jest dla mnie logiczne.
 - W takim razie zaufajmy twojej logice i rozejrzyjmy się po okolicy szkoły. - zaproponował na co przytaknęłam ruchem głowy.

Na początku postanowiliśmy się rozejrzeć po korytarzach budynku, ponieważ są one dość rozległe w końcu to dość duża czteropiętrowa szkoła.  Być może ta dwójka zgubiła się gdzieś szukając swojej klasy, choć to raczej wątpliwa opcja. W takiej sytuacji pyta się pierwszego lepszego ucznia o drogę. Kiedy po obejściu korytarzy nie zauważyliśmy żadnego z poszukiwanych postanowiliśmy udać się na boisko szkolne, ale tam pośród innych uczniów będących na przerwie również ich nie było. W końcu rozpoczęła się kolejna lekcja i wszyscy uczniowie powracali do swoich klas. Ostatnią opcją, która przyszła mi do głowy było udanie się na szkolny dziedziniec mieszczący się przy głównej bramie szkolnej, który trzeba minąć, by dostać się do budynku. Powolnymi ruchami nóg kroczyliśmy do celu. Byłam już tym szukaniem trochę zmęczona i w duchu modliłam się żeby ta dwójka była gdzieś w pobliżu. Kiedy mieliśmy już opuszczać budynek szkoły i wychodzić na dziedziniec ku naszemu zdziwieniu drzwi przed nami się otworzyły, a za nich wyłoniły się dwie poszukiwane postacie. Z wielką ulgą odetchnęłam, kiedy staliśmy naprzeciw siebie choć atmosfera wokół nas robiła się lekko napięta. Naruto z Sasuke jeszcze się nie pogodzili po wczorajszym incydencie, więc mogą się nie dogadać, a Hinata wyglądała na całkowicie zmieszaną. Zresztą ja też nie do końca byłam pewna co mam jej w tej chwili powiedzieć, dlatego zrobiło się tak nieswojo, ale jakoś musieliśmy sobie z tym poradzić.
 - Eee... no... ten... - próbował zacząć Naruto choć z marnym skutkiem. Jego jąkanie się tylko mnie wkurzało, więc nie wytrzymałam wykrzykując:
 - No wysłówże się wreszcie! - mój głos rozniósł się po korytarzu echem wprawiając w osłupienie blondyna, którego z nerwów momentalnie oblały zimne poty.
 - Sakura uspokój się. - zwrócił mi uwagę szatyn czego w pewnym sensie się wystraszyłam szybko odpowiadając.
 - Przepraszam, ale zmęczyło mnie szukanie tej dwójki. Chciałam jak najszybciej zakończyć powierzone mi zadanie i spadać do domu. Nie przypuszczałam, że znajdziemy ich na dziedzińcu.
 - Ja też nie. - odpowiedział czochrając mnie lekko po głowie przy tym dodając - Dobrze się spisałaś. - na te słowa dosłownie mnie zatkało, a moja twarz pokryła się lekkim różem. To samo można powiedzieć o Hinacie i Naruto, którzy będąc światkiem, jak szatyn czochra mnie po włosach prawie że wstrzymali oddechy nie wierząc w to co widzą i słyszą. - Powinniśmy się już zbierać. W końcu zostało Ci jeszcze oprowadzenie klasy z wymiany. - dodał czekając na moją wypowiedź, ale zamiast mnie odezwał się blondyn.
 - Przepraszam, że musieliście przez nas opuścić zajęcia. Obiecuje, że to już się więcej nie powtórzy, prawda Hinata? - zapytał dziewczyny, która twierdzącą pokiwała głową.
 - Jakoś przeżyjemy. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. - Chodźcie zaprowadzimy Was do klasy i oprowadzimy po szkole, a co do naszego wspólnego problemu porozmawiamy o nim później dobrze Hinata? - zapytałam retorycznie puszczając w jej stronę oczko przy tym pokazując by szli za mną.

Po dłuższej chwili dotarliśmy do ich kasy, która od dłuższej chwili uczestniczyła w zajęciach. Pojawienie się spóźnionej Hinaty i Naruto wzbudziło w klasie pewnego rodzaju sensację, którą nauczycielowi udało się jakimś cudem uspokoić. Gdy wszyscy zostali przywołani do porządku nauczyciel miłym tonem powitał dwójkę spóźnialskich upominając ich, żeby na drugi raz to się nie powtórzyło. Trochę zażenowani tą sytuacją z pokorą przeprosili siadając na wyznaczone miejsca przez nauczyciela i jakby odetchnęli z ulgą. Chwilę później wychowawca przedstawił mnie całej klasie z wymiany wspominając o tym, że będę odpowiedzialna za oprowadzenie ich po całej szkole. Czułam, jak wiele oczu spogląda na mnie is stojącego obok Sasuke, który wydawał się być niewzruszony tą sytuacją. Lekko podenerwowana spojrzeniami ze strony męskiej strony klasy poprosiłam by udali się za mną w celu oprowadzenia ich po szkole. Podczas oprowadzenia nowych uczniów nie miałam czasu zamieć z Sasuke ani słowa. W pełni skupiłam się na swojej pracy opowiadając między innymi o sprzęcie i dotychczasowych osiągnięciach szkoły chcąc zachęcić uczniów do brania udziału w różnych, ciekawych wydarzeniach szkolnych. Powiadomiłam ich również o nadchodzącym szkolnym festynie, który w murach tej szkoły jest dość dużą atrakcją. Wiedziałam, że ten temat najbardziej zaciekawi uczniów, dlatego na sam koniec wspomniałam o pewnej tradycji tego festynu, w którym na koniec przy ognisku uczniowie wyznają uczucia swojej odnalezionej miłości. Ta informacja z pewnością rozgrzała atmosferę zwłaszcza wśród żeńskiej części klasy, która z podekscytowaniem ciągnęła dalej temat, aż do momentu odprowadzenia ich do klasy.
 - Em... Soushi-san? - usłyszałam głos jednego z uczniów, gdy miałam już pożegnać klasę.
 - Tak? - zapytałam czekając na jego odpowiedź.
 - Czy ty może masz chłopaka? - to pytanie mnie zagięło. Mimowolnie spojrzałam na Sasuke, który odwrócił wzrok w drugą stronę wychodząc z klasy. Czyżby był zły? Przemknęło mi przez myśl. Ponownie czułam na sobie spojrzenia wielu osób, aż zrobiło mi się gorąco.
 - Nie, nie mam. - odpowiedziałam szybko słysząc gwar klasy komentującej szeptem tą dziwną sytuacje. - Przepraszam muszę już iść. - dodałam na odchodne wychodząc za Sasuke, którego chciałam dogonić, zostawiając chłopaka ze swoimi myślami. - Sasuke! - zawołałam by za mną poczekał lecz ten mnie szybko zignorował i powędrował w swoją stronę. Nie zamierzałam go gonić. Nie chce by myślał, że jestem natrętna jak kiedyś. W zasadzie nawet nie wiem co do niego właściwie czuje? Miłość? Nie... może i moje serce przyśpiesza, kiedy robi jakiś mniejszy gest, ale raz straconej miłości nie da rady tak łatwo odtworzyć. Przyjaźń? Może... ale też nie jestem pewna. W pewnym sensie ten Sasuke jest dla mnie obcym, jak i znajomym człowiekiem. Sama do końca nie wiem czy powinnam mu ufać, czy też nie... Jesteśmy uwięzieni w tym świecie, ale co będzie jeśli zdołamy powrócić? Znowu się od nas odwróci i będzie szukać zemsty? Czy może da sobie z nią spokój? Ta niepewność nie pozwala podjąć mi poważnej decyzji, a pójście po poradę do brata na nic się nie zda, ponieważ ludzie stąd nigdy nie zrozumieją tego co tak naprawdę mam na myśli. Jestem naprawdę w beznadziejnej sytuacji... Gdybym tylko miała tą pewność, że nas nie zdradzi wszystko wyglądałoby inaczej...

Sasuke

Idąc szkolnym korytarzem zastanawiałem się dlaczego się wkurzyłem? Widok gościa, który w lekko widoczny sposób dał do zrozumienia Sakurze, że jest nią zainteresowany w środku doprowadził mnie do wybuchu. Nie to, że jakoś specjalnie mi na niej zależy, ale po prostu nie mogę pozwolić by związała się z kimś z tego świata. To byłoby kłopotliwe gdyby ten człowiek się w niej zakochał, a ona nagle by zniknęła. To sprawiłoby mu tylko ból, więc lepiej tego uniknąć. Przekonywałem się dalej rozmyślając. Kiedy wychodząc za mną z klasy Sakura wykrzyczała me imię byłem pewny, że zaraz za mną pobiegnie przepraszając, jak dawniej. Jednak zapomniałem o jednej bardzo ważnej rzeczy. Sakura już nie jest tą samą osobą co kiedyś. Będąc tu czuje, że się zmieniała, a to że mnie olała jest tego idealnym przykładem. Wychodząc z budynku szkoły zadzwoniłem po szofera, by podjechał po mnie pod bramę. Długo nie musiałem czekać. Zawsze w moim pobliżu są ludzie służący rodzinie Mikage, więc już po chwili podjechał czarny sportowy samochód zabierając mnie prosto do domu, gdzie na spokojnie zająłem się swoimi sprawami. Siedząc w swoim pokoju przeglądałem stronę internetową poświęconą biznesowi. Obserwowałem jak akcje mojej rodziny pną się ku górze, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Zanim zdążyłem odpowiedzieć do pokoju wprosiła się prywatna ochroniarka mojej siostry Nora, która jak zawsze z tym samym wyrazem twarzy podeszła bliżej do mojego biurka rzuciła kopertę mówiąc: 


 - Twoja siostra kazała Ci to przekazać. Masz się z tym zapoznać do najbliższego piątku. 
 - Nie wiesz, że dopóki nie otrzyma się pozwolenia na wejście to się nie wchodzi? - zapytałem patrząc na nią lodowatym wzrokiem, ale to najwyraźniej nie robiło na niej najmniejszego wrażenia. 
 - Uwierz mi... - wyciągnęła w moim kierunku pistolet kontynuując - gdybym tylko mogła już dawno bym wpakowała kulkę między twoje oczy podróbo rodziny Mikage. - odpyskowała chowając brań z powrotem do ukrytej kieszeni w kurtce. - Nie wiem co Sayu w tobie widziała namawiając swoich rodziców do twojej adopcji, ale pamiętaj jedno... Jeśli ją zdradzisz zabiję Cie bez mrugnięcia okiem. - powiedziała na odchodne znikając za drzwiami. Odkąd tylko pamiętam ta kobieta była taka. Raz nawet z ciekawości szukałem informacji na jej temat, ale jedynym co znalazłem w mojej rezydencji to krótki opis jej historii i parę zdjęć, kiedy była jeszcze młodsza. Nagle sobie coś przypomniałem. Zdjęcia na których była ta dziewczyna były często dzielone z jeszcze jedną osobą. W dodatku wydaje mi się, że chyba wiem kto na nich był, ale musiałem się upewnić. Szybko podniosłem się z miejsca wychodząc z pokoju. Szybkim krokiem mijałem korytarze rezydencji, by dostać się do pomieszczenia, gdzie przechowywane są rodzinne dane i informacje o każdym członku, jak i pracowniku rodziny Mikage. Pomału zaczynałem być pewny swojej racji, ale i tak wolałem to sprawdzić. Kiedy byłem już u progu szukanego przeze mnie pomieszczenia zauważyłem strażników, którzy jak zwykle pilnują jego drzwi. Nie musiałem się niczego obawiać, więc podszedłem na luzie, a strażnicy otworzyli kluczem owe pomieszczenie wpuszczając mnie do środka. Przez jakąś godzinę buszowałem w środku, aż w końcu znalazłem dwa zdjęcia, które tak bardzo chciałem zobaczyć. 



Teraz byłem już w 100% pewny, że oprócz Nory na tym zdjęciu znajduje się starszy brat Sakury - Night, ale co On tam robił? Zadawałem sobie pytanie na które nie potrafiłem odpowiedzieć. Z drugiej strony jakby nad tym pomyśleć, kiedy pierwszy raz odwiedziłem Sakure jej starszy brat wydawał się być strasznie negatywnie nastawiony do mojej rodziny. Może to ma coś wspólnego z tymi zdjęciami? Co wydarzyło się pomiędzy naszymi rodzinami? Te pytania nurtowały moją głowę, więc próbowałem poszukać czegoś więcej na ten temat przesiadując kolejne godziny w pomieszczeniu. Jednak na nic mi się to zdało. Im bardziej się starałem tym bardziej się w tym wszystkim gubiłem. Po dłuższym czasie doszedłem do wniosku, że dane na temat tego człowieka zostały stąd zabrane, albo zniszczone, więc się poddałem. Wychodząc z pomieszczenia zabrałem ze sobą te dwa zdjęcia, które udało mi się znaleźć i wróciłem do swojego pokoju, gdzie z pomocą służącej przygotowywałem się na dzisiejszy wieczór. Musiałem pojechać jeszcze do Sakury, by ją też odpowiednio przygotowano, więc kazałem się służącym pośpieszyć i przygotować limuzynę. Kiedy skończyli udałem się do pojazdu ruszając prosto w stronę domu sakury, która pewnie myśli, że zupełnie zapomniałem o wczorajszej rozmowie. 

 








wtorek, 7 października 2014

Rozdział VI

Hinata


     Zwiedzałam miasto spacerując po pobliskich ulicach Tokyo. Już minęło trochę czasu od spotkania z Mikage, więc postanowiłam sobie zrobić małą przerwę kierując się do pobliskiej kawiarni z dużym tarasem, gdzie usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku na zewnątrz ilustrując powierzchownie ludzi przechodzących niedaleko. Nie było w nich nic interesującego, każdy szedł w swoją stronę się gdzieś śpiesząc w swojej rutynie zajęć. Jednak będąc znudzona pijąc herbatę i jedząc szarlotkę, którą wcześniej zamówiłam nie mogłam oderwać od nich wzroku. Słońce pomału zachodziło, a ja wciąż siedziałam w tym samym miejscu pijąc kolejną herbatę. Ślub co? Przeszło mi przez myśl nie wierząc, że zgodziłam się na taką propozycję. Cóż... przynajmniej nie będę musiała się martwić o przyszłość. Jeśli będzie nieciekawie w najgorszym wypadku po prostu wycofam się z tego, w końcu dałam Mikage wstępną odpowiedź, a to powinno ich zadowolić. 
 - Sasuke pośpiesz się... Naruto już pewno się obudził. - usłyszałam wyrwaną z kontekstu rozmowę dwóch osób, które od razu przykuły moją uwagę, kiedy tylko usłyszałam odbijające się w mojej głowie znajome imiona. 
 - Nie przesadzaj, jak chwilę poczeka to korona mu z głowy zaraz nie spadnie. 
 - Niby tak, ale mój brat będzie się martwił. Zobacz, która godzina. - wskazała różowo-włosa dziewczyna na wiszący przy kawiarni zegar.  
 - Dziwne... chyba coś ze mną nie tak, bo widzę osoby które nie istnieją. - wypowiedziałam z ironią na głos lekko się uśmiechając do siebie przy tym spuszczając głowę w dół. Kiedy ponownie ją uniosłam owych osób nie było, jednak w środku mojego własnego "ja" pozostało to dziwne odczucie, którego sama do końca nie rozumiałam, dlatego dałam sobie z tym spokój. Po wypiciu herbaty wstałam z miejsca regulując rachunek po czym udałam się w stronę domu, gdzie w ciszy i spokoju spędziłam resztę dnia czytając książkę, której nie dokończyłam wcześniej. 

Sakura  

     Wracaliśmy z Sasuke z zakupów, które kazał zrobić nam mój starszy brat. Mijając pobliskie ulice Tokyo rozmawialiśmy o wszystkim co dotychczas spotkało nas w tym świecie. Nie mogłam uwierzyć, że rozmawiałam z dawnym Uchihą jak gdyby nigdy nic. To było dla mnie jak sen, który kiedyś był niemożliwym do spełnienia. Być może Bóg wysłuchał mojej modlitwy i dlatego sprowadził nas tutaj, by każde z nas na nowo mogło odnaleźć swą drogę i żyć. Idąc powoli obok siebie mimowolnie spojrzałam na zegar powieszony przy dość dużej kawiarence, kiedy zobaczyłam tak późna godzinę natychmiast przyspieszyłam mówiąc:
 - Sasuke pośpiesz się... Naruto już pewno się obudził. 
 - Nie przesadzaj, jak chwilę poczeka to korona mu z głowy nie spadnie. - odpowiedział spokojnie nie zmieniając tempa chodu. 
 - Niby tak, ale mój brat będzie się martwił. Zobacz która godzina. - wskazałam na wiszący przy kawiarni zegar kątem oka zwracając uwagę na dziewczynę siedzącą na tarasie kawiarni przy stoliku ze spuszczoną głową. "Biedaczka" pomyślałam. Pewno jej chłopak nie przyszedł na randkę i teraz siedzi tam załamana. 
 - Dobra już dobra... przyśpieszmy. - odpowiedział zrezygnowany niosąc dalej zakupy. Przez chwilę milczeliśmy idąc w ciszy, kiedy ciemnowłosy zapytał - Sakura? 
 - Hm? 
 - Masz może jutro wolne po szkole? - to pytanie mnie zdziwiło. Nigdy nie przypuszczałabym, że Sasuke spyta mnie o coś takiego. Kiedyś każda dziewczyna w akademii marzyła o tym, by Uchiha zadał takie pytanie, jednak to wtedy było niemożliwe. 
 - Myślę, że znajdę trochę czasu, a o co chodzi? 
 - Nic takiego, po prostu pomyślałem, że mogłabyś mi w czymś pomóc. - odpowiedział ciszej będąc nieco zażenowanym. Naprawdę ten świat go zmienił... zobaczyć Sasuke z takim wyrazem twarzy... To nie fair... Dlaczego czuje jak serce mi przyśpiesza? Sasuke ty zdrajco... dlaczego sprawiasz, że mam wrażenie jakbym na nowo się w tobie zakochiwała? - Więc jak? 
 - Ok. Tylko powiedz mi jak mogę Ci pomóc? 
 - To nic wielkiego. Po prostu pójdziesz ze mną jako osoba towarzysząca na spotkanie biznesowe. 
 - Spotkanie biznesowe? - zapytałam zdziwiona. 
 - Dokładnie. Jako obywatelka tego kraju powinnaś wiedzieć, że moja rodzina jest bardzo wpływowa w świecie biznesu, więc to nic dziwnego, że bierzemy udział w takich wydarzeniach.
 - Prawdę mówiąc nie za bardzo interesuje się światem tutejszego biznesu, więc nie bardzo się w tym orientuję...
 - Szczerze powiedziawszy byłem pewien, że jednak trochę się na tym znasz, ale nic nie szkodzi, wystarczy że będziesz przy moim boku. - tymi słowami naprawdę sprawił mi radość, ponieważ naprawdę czułam, że mogłam się na coś przydać. Całą drogę powrotną Sasuke tłumaczył mi czym zajmuje się jego rodzina i jak powinnam się zachowywać na spotkaniu. Nie miałam zielonego pojęcia, że Sasuke został członkiem tak majętnej i wpływowej rodziny. Chyba pomału zaczęłam rozumieć dlaczego mój brat z początku był dla niego taki niemiły, w końcu Sasuke pochodzi z wyższych sfer tak jak rodzice Night'a. Mam nadzieje, że na tym spotkaniu oni się nie pojawią, bo nie mam najmniejszego zamiaru widzieć ich pełnych nienawiści do mojej osoby oczu.
Kiedy w końcu dotarliśmy do domu Night odebrał od Sasuke zakupy i nic więcej nie mówiąc powędrował je rozpakować. W tym czasie z salonu wyłonił się już przytomny Naruto, który na widok swojego przyjaciela ze złością w oczach do prysł do niego chwytając za kołnierz przygwożdżając go do ściany.
 - Naruto? - zapytałam dezorientowana widząc tą niepokojącą sytuacje.
 - Sasuke! Ty draniu! - wykrzyczał blondyn patrząc mu prosto w oczy.
Atmosfera w mgnieniu oka stała się bardzo napięta na dodatek Sasuke stał nadal niewzruszony, zupełnie jakby go to nie obchodziło. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić, dlatego wolałam się nie wtrącać. Będzie lepiej jak sami sobie wszystko wyjaśnią, więc do tego czasu będę się tylko przyglądać i kontrolować sytuacje.
 - Jak mogłeś... Jak mogłeś cały czas milczeć i jeszcze mnie okłamywać!? - szarpnął go chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. - Słuchasz mnie!? Sasuke! - szarpnął ponownie, aż ten go odepchnął.
 - Nie muszę się tobie tłumaczyć. - odpowiedział krótko co nie spodobało się Naruto, najwyraźniej miał nadzieję, że Sasuke choć ten jeden raz mu normalnie odpowie, ale jednak było inaczej. Zniecierpliwiony ku zaskoczeniu Szatyna uderzył go z pięści w twarz zwalając z nóg zostawiając po tym rozciętą wargę.
 - Przepraszam Sakura... - zwrócił się do mnie już nieco bardziej spokojny po chwili wychodząc z mojego domu. Chciałam go zatrzymać lecz powstrzymała mnie dłoń Sasuke zaciśnięta na moim nadgarstku, który wstał już na równe nogi.
 - Daj mu ochłonąć... - powiedział wycierając krew z rozciętej wargi.
 - Dlaczego tak mu odpowiedziałeś? - zapytałam zauważając, że dłoń Sasuke jeszcze bardziej się zaciska sprawiając mi ból. - Sasuke... to boli... - syknęłam na co szatyn od razu uwolnił moją rękę z uścisku.
 - Przepraszam... Nie zdawałem sobie sprawy, że robię Ci krzywdę.
 - Cóż bywało gorzej, więc przeżyję... - uśmiechnęłam się przyjaźnie kontynuując - chodź, trzeba to opatrzyć. - wskazałam na jego policzek.
Sasuke nic nie mówiąc podążył za mną do salonu, gdzie na spokojnie opatrzyłam jego ranę. Kiedy skończyłam akurat wrócił mój brat, który nie widząc blondyna zapytał:
 - Gdzie Naruto? Myślałem, że zje z nami kolacje.
 - Poszedł do domu po krótkiej rozmowie z Sasuke. - skomentowałam włączając telewizor.
 - Ten opatrunek to po rozmowie? - zapytał patrząc na szatyna. który wolał nie odpowiadać. - Wnioskując z twojej odpowiedzi, a raczej jej braku myślę, że trafiłem w dziesiątkę. - westchnął siadając na pobliskim fotelu. - Wiesz... nie wiem co dokładnie wydarzyło się w waszej przeszłości, ale myślę że jesteście dobrymi przyjaciółmi. Myślę, że po prostu czasem mężczyźni zwłaszcza w waszym wieku muszą się porozumieć w taki sposób, a nie inny sposób, ponieważ inaczej nigdy się nie zrozumieją. Pamiętaj, że jedno uderzenie nie jest wyznacznikiem końca przyjaźni, a jej rozwinięciem. To właśnie ono oznacza w języku mężczyzn, że jesteście blisko siebie.
 - Wiem... - odpowiedział cicho jak nigdy. Moje oczy w tym momencie nie mogły oderwać wzroku od jego postaci. Mimo, że siedział tak zwyczajnie miałam wrażenie jakby coś się zmieniło, dosłownie jakby słowa mojego brata wyryły mu się gdzieś głęboko w sercu choć trochę pomagając mu poukładać swoje myśli. Odkąd spotkałam Sasuke w tym świecie odnoszę wrażenie jakbym poznawała od nowa jego osobę przy okazji tworząc nową siebie. To takie dziwne uczucie widzieć jak całe życie się zmienia o 180 stopni. To jest przyjemne, a zarazem przykre, ponieważ mam wrażenie jakbym chciała zostać w tym świecie już zawsze zapominając o tym wszystkim co działo się w Konoha i innych wioskach.
 - Sakura dobrze się czujesz? - usłyszałam głos brata wyrywającego mnie z zamyśleń. Kiedy miałam odpowiedzieć napotkałam wzrok Sasuke na sobie, który uważnie mnie ilustrował nad czymś żarliwie myśląc.
 - Tak dobrze, nic mi nie jest.
 - Powinnaś się położyć w końcu ostatnio mało spałaś a jutro szkoła. - zauważył Sasuke.
 - Sasuke ma racje idź się wykąpać i przebierz w piżamę, a ja w tym czasie przygotuję kolację.
 - A co z Sasuke? - zapytałam patrząc na szatyna.
 - Sasuke pomoże mi przygotować kolacje, ponieważ zje z nami. Prawda?
 - Przepraszam, ale niestety będę musiał odmówić. Muszę już wracać do domu. Moja rodzina preferuje wspólne kolacje, więc nie mogę się spóźnić. - odpowiedział wstając z kanapy szykując się do wyjścia.
 - Rozumiem... no cóż... W takim razie zjemy sami.
 -  Naprawdę przepraszam. To na mnie już czas. Dziękuję za gościnę. Do zobaczenie jutro Sakura...
 - Tak... do zobaczenia. - odpowiedziałam, kiedy Night odprowadził Sasuke do wyjścia.  
Tak też minął mój wieczór. Po pożegnaniu się z Sasuke powędrowałam do swojej łazienki, gdzie się wykąpałam i przebrałam do spania po tym zjadłam kolację w towarzystwie mojego brata rozmawiając o jego pracy. Kiedy skończyłam jeść pomogłam posprzątać Night'owi po jedzeniu po chwili idąc do swojej sypialni, gdzie udałam się do łóżka. Mimo, że byłam bardzo zmęczona nie zasnęłam od razu, ponieważ moje myśli krążyły wokół jutrzejszego dnia. Dopiero po jakimś czasie udało mi się odpłynąć do krainy snów Morfeusza.

Naruto   

     Wracając z domu Sakury zastanawiałem się dlaczego mnie tak poniosło? Przecież to ja zapomniałem o Sasuke i o Konoha, więc to moja wina. Z drugiej strony Sasuke nie powinien mnie okłamywać wiedząc w jakiej sytuacji jesteśmy. Koniec końców czasu nie cofnę i nie będę go przepraszał za coś co mu się już od dawna należało. Powinien być wdzięczny, że nie uderzyłem go mocniej, bo wtedy mógłby mieć problem, ale cóż nie mój interes. Jak zwykle, kiedy docierałem do hotelu dotarł do mnie krzyk fanek, które jak zwykle musiałem zadowolić podpisując stertę autografów, kiedy miałem już dość przeprosiłem dziewczęta uciekając z tłumu z pomocą mojego menadżera zespołu, który widząc mnie z holu hotelu, w którym akurat coś załatwiał przybył z pomocą. Zmarnowany powędrowałem do swojego pokoju zamawiając coś na kolację czekając na zrealizowanie zamówienia. Kiedy kelner przyszedł z kolacją od razu zabrałem się do jedzenia oglądając TV. Nawet jedzenie nie hamowało mojego przygnębienia, dlatego od razu postanowiłem wyskoczyć z ciuchów i iść pod prysznic, by później iść spać. Tak też zrobiłem. Zaraz po kąpieli udałem się wyrka, w którym nie myśląc o niczym szybko zasnąłem. 

     Nazajutrz śpiąc sobie beztrosko, kiedy przewalałem się na drugi bok usłyszałem głośne walenie do drzwi, które z początku chciałem zignorować, jednak kiedy to robiłem walenie stawało się coraz głośniejsze, więc nie mając wyboru musiałem wstać, przejść do salonu i otworzyć te zakichane drzwi. Zaspany wędrowałem do drzwi je ze zniesmaczoną miną otwierając. Za nimi stał mój menadżer, który wczoraj pomógł mi się wydostać z tłumu natrętnych fanek.
 - Pan Matsuda? - zapytałem przecierając oczy nie wierząc, że tak wcześnie mnie obudził. 
 - Człowieku co ty wyprawiasz!? - wrzasnął wpychając mnie do środka za sobą zamykając drzwi. - Ty widzisz, która jest godzina!? W tej chwili się ubieraj! 
 - Ale dlaczego...? - zapytałem nie rozumiejąc o co mu chodzi. 
 - Jak to dlaczego!? Zaraz spóźnisz się do szkoły! Wszyscy już dawno wyjechali tylko nie ty! - kiedy to wykrzyczał natychmiast pobiegłem po zegarek do sypialni by zobaczyć godzinę, kiedy to zrobiłem chwilowo znieruchomiałem 7:35 już po mnie! Jak oparzony wybiegłem z sypialni szukając mojego nowego szkolnego mundurka, kiedy jakimś cudem udało mi się go znaleźć nie zważając na obecność pana Matsudy zdjąłem z siebie piżamę wliczając w to bieliznę i założyłem świeżą zakładając na siebie szkolny mundurek. Zaraz po tym na swoje bose stopy założyłem skarpetki i buty. Na koniec jeszcze szybko przeczesałem włosy i przemyłem twarzy, by się dobudzić i czym prędzej biegłem do wyjścia przy, którym menadżer podał mi torbę z książkami i innymi potrzebnym do szkoły rzeczami. 
 - Samochód już czeka. - powiadomił mnie, gdy na biega wyleciałem z apartamentu. Już po chwili byłem w samochodzie, który wiózł mnie do szkoły. Po piętnastu minutach jazdy nie mogłem uwierzyć w to co widzę i to jeszcze w takim momencie. 
 - Przepraszam panie Harvey, ale chyba dalej nie pojedziemy. - powiedział kierowca wskazując na korek, który całkowicie blokował ruch jazdy. Pieprzona przebudowa drogi... Mogłem jednak jechać metrem, ale teraz już na to za późno. 
 - No nic nie ma wyboru - powiedziałem na głos wysiadając z auta. 
 - Co chce pan zrobić? - zapytał zdziwiony kierowca, kiedy wyciągałem z samochodu swoją szkolna torbę. 
 - Przecież nie mogę się pierwszego dnia w nowej szkole spóźnić - odpowiedziałem z uśmiechem zamykając za sobą drzwi samochodu po czym biegiem pędziłem w stronę szkoły, by tylko zdążyć na czas. Przemijałem szybkim tempem dzielnice, aż się za mną kurzyło. Ludzie, którzy mnie rano widzieli wydawali się być zaskoczeni, ale nie miałem czasu im się z tego tłumaczyć. Musiałem zdążyć choćby nie wiem co. Kiedy zobaczyłem bramę szkoły jeszcze bardziej przyśpieszyłem. Już się cieszyłem, że zdążyłem, kiedy nagle poczułem jak w coś, a raczej w kogoś uderzam tak, że wylądowaliśmy na ziemi. Przerażony otworzyłem oczy patrząc na osobę na której leże ukradkiem ciemno granatowe włosy odbijały się w jesiennym słońcu, a niespotykane oczy wpatrywały się w moje spowijając twarz rumieńcem. 
 - Hinata...? - zapytałem uważnie ilustrując jej twarz. Dziewczyna wyglądała na zdziwioną tak samo jak ja. Przez chwilę nie ruszaliśmy się patrząc sobie głęboko w oczy. Słyszałem jak jej serce szybko bije. Była rozkojarzona i zmieszana podobnie jak ja nie wiedziała jak zareagować, aż w końcu z jej oczu wypłynęły pierwsze łzy.


CDN...  

    

czwartek, 11 września 2014

Rozdział V

Sasuke 

Siedziałem z niebieskookim w salonie, gdzie nadal panowała głucha cisza. Widziałem jak blondyn wyczekując przyjścia gospodarza co jakiś czas spoglądał w moją stronę usilnie nad czymś myśląc. Miałem pewne przypuszczenia nad czym może rozmyślać, ale nie będąc pewien wolałem się do niego niepytany nie odzywać. Moje myśli zajmowała inna, o wiele ważniejsza osoba postaci różowo-włosej dziewczyny, która teraz zgodnie z tym co powiedział Night odpoczywa śpiąc w łóżku po nieprzespanej nocy. Zastanawiałem się dlaczego właśnie teraz to Ona zajmowała moje myśli? Przecież nigdy jakoś specjalnie jej osobą się nie interesowałem. Była dla mnie jak każda inna dziewczyna, z którą miałem okazję się spotkać w Konoha. Jedyną jej pozytywną cechą z której w pewnym sensie byłem zadowolony była inteligencja, którą przewyższała znacznie swoje rówieśniczki, ponieważ było to przydatne podczas misji i egzaminów. Nic poza tym nie budziło we mnie ciekawości, jednak teraz odnoszę wrażenie, że jest inaczej. Nie wiem czy to sytuacja w której się znaleźliśmy sprowadza mnie na taki tok myślenia, czy może po prostu moje nastawienie do Sakury zmienia się z innego powodu. W zaledwie te 3 niecałe dni po tak długiej przewie zacząłem na nowo się nią interesować zupełnie jakby była zupełnie nową osobą. Nie chodzi mi tylko o jej wygląd, o jej idealnie proporcjonalne wykształcone ciało, ale o coś więcej... coś czego nawet nie potrafię poprawnie nazwać. To mnie niepokoi, wręcz stawia mnie w nieciekawej sytuacji, gdyż przez to nie wiem co mam robić i o czym dokładnie myśleć.
 - Przepraszam... - usłyszałem głos blondyna, który teraz wydawał się być poważny.- Czy my się może gdzieś nie spotkaliśmy? - zadał pytanie na które dosłownie skamieniałem nie wiedząc co mam mu odpowiedzieć. Przecież nie mogę mu tak po prostu rzucić "Tak, byłeś w przeszłości moim przyjacielem, którego chciałem nieraz zabić." To byłoby tragicznym rozwiązaniem. Myślę, że sam powinien do tego dojść, więc póki pamięć mu nie powróci lepiej będzie, jak będę udawał, że go nie znam, że to nasze pierwsze spotkanie.
 - Nie sądzę.
 - Rozumiem... - odpowiedział posmutniałym głosem. Widać liczył na inną odpowiedzieć, jednak do tego kim jestem sam musi dojść. Choć wciąż mnie zastanawia dlaczego jego mózg tak bardzo zamazał o mnie wspomnienia? Jakby nad tym pomyśleć to niemożliwym jest żeby taki shinobi jak On zapomniał kim tak naprawdę jest i skąd pochodzi. Gdyby trak było jego mózg musiałby też usunąć wspomnienia o Sakurze, a jednak tak nie jest, więc w czym kwi problem?
 - Przepraszam za tak długą zwłokę, ale coś się popsuło i musiałem naprawić. - wszedł Night z herbatą, którą położył na niewielkiej szklanej ławie. Za kogo On nas ma? Przecież od razu widać, że kłamie. Może Naruto da się nabrać, ale nie ja. Ten idiota specjalnie zostawił nas samych, a sam poszedł chu* wie gdzie.
 - Coś długo Ci się zeszło na tym naprawianiu... - zauważyłem na co szatyn z wymalowanym satyrycznym uśmiechem na twarzy odpowiedział:
 - Serio?
 - Nie rżnij głupa.
 - Ale ja jestem całkiem poważny. - powiedział z uśmiechem wzruszając ramionami.
 - Jasne, to oczywiste, że kłamiesz. - kiedy to powiedziałem szatyn ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
 - Ja nigdy nie kłamie. - słysząc jego prawie pękający ze śmiechu głos czułem jak moja żyłka pulsuje. Nim się obejrzałem zacząłem jak nigdy wymieniać z nim zdania, które doprowadzały niebieskookiego do śmiechu tak, że prawie płakał. Nagle ni stąd ni zowąd blondyn złapał się za głowę robiąc przerażoną minę. Niemal od razu zaprzestaliśmy wymieniać zdania, kiedy zobaczyliśmy jak bardzo cierpi.
 - Iruka-sensei, Iruka-sensei... - powtarzał bolesnym głosem próbując zakryć najmocniej jak potrafi uszy.
 - Naruto! - krzyknął Night chcąc go doprowadzić do porządku, jednak każda jego próba kończyła się fiaskiem. - Kim jest Iruka? - zapytał szybko mnie, kiedy blondyn wymawiał słowa coraz głośniej.
 - Iruka-sensei jest naszym nauczycielem z akademii ninja. - odpowiedziałem równie szybko nie zwracając uwagi na to, że powiedziałem to lekarzowi, który mógłby mnie wysłać za to do psychiatryka. Kiedy Night miał mi się coś jeszcze zapytać zobaczyliśmy Sakurę, która jak poparzona podbiegła do Naruto uderzając go tak mocno w twarz, że natychmiastowo stracił przytomność.
 - Daj mi spać ty imbecylu! - wykrzyczała wściekła po czym dysząc spostrzegła, że jest w samej bieliźnie i rozpiętej białej koszuli swojego brata. Natychmiastowo i my otrzymaliśmy prosto w twarz dosłownie lądując tuż przy Naruto. Nigdy nie przypuszczałem, że dostanę kiedykolwiek od Sakury w twarz, a jednak tak się stało. Night wyglądał tym bardziej na zszokowanego. Zupełnie jakby nigdy wcześniej nie widział takiej zielonookiej. Żadne z nas nie odważyło się nawet ruszyć z miejsca dopóki Sakura na powrót nie wróciła do salonu już ubrana. Kiedy to zrobiła jej starszy brat od razu opatrzył ranę na twarzy Naruto spowodowaną silnym uderzeniem dziewczyny i sprawdził jego funkcje życiowe, które wydawały się być w normie.
 - Nic mu nie będzie. - powiedziała ze spokojem na co jej brat odwrócił się w jej stronę patrząc zdumionym wzrokiem.
 - Mogłaś mu zrobić krzywdę. - odpowiedział odwracając się na powrót do blondyna przy tym kontynuując. - Nigdy nie przypuszczał bym, że masz tyle siły. Z łatwością mogłabyś zabić człowieka.
 - Tak sądzisz? - zapytała podchodząc naprzeciwko niego, kiedy ten spojrzał na jej twarz zdziwiony dotykając jednego punktu na czole.
 - Dziwne... nie chce zejść.
 - Co Ty robisz? - zapytała poirytowana odtrącając jego dłoń. Bezwarunkowo spojrzałem na różowo-włosej twarz, a później na czoło z którego znikał powoli znak pieczęci, który wcześniej widziałem tylko u V Hokage.
 - Sakura pieczęć... - wskazałem na czoło dziewczyny, która natychmiast podbiegła do szafki, gdzie było położone lusterko.
 - Byakugo no in! - wykrzyczała, kiedy pieczęć całkowicie zniknęła z jej czoła.
 - Byakugo... co? - zapytał jej brat nie rozumiejąc o co nam chodzi.
 - Byakugo no in. - powtórzyła różowo-włosa kontynuując. - Byakugo no in jest pieczęcią, która pojawia się, gdy użytkownik chakry, czyli my shinobi osiągniemy maksymalną i perfekcyjną nad nią kontrolę. Osoba, która w najwyższym stopniu kontroluje chakrę może ją także w pewien sposób magazynować w konkretnym punkcie na ciele, ale do tego potrzebne jest ciągłe skupienie. Brak skupienia może spowodować, że chakra, którą do tej pory jej użytkownik starał się magazynować przepadnie, dlatego też ważne jest by nigdy nie tracić koncentracji. Byakugo no in objawia się jako niewielka pieczęć na czole osoby, która magazynowała chakrę przez co najmniej dwa lata bez przerwy. Uwolnienie tej pieczęci wzmacnia nie tylko siłę fizyczną, ale także ciało dając możliwość natychmiastowej regeneracji obrażeń ciała nieważne jak wielkie one są. Dlatego ta pieczęć zaliczana jest w naszym świecie do legendarnych, gdyż tylko szanowna pani Tsunade o której Ci opowiadałam i ja jesteśmy wstanie ją kontrolować. - wyjaśniła bratu, który nie był wstanie ze zdziwienia, że takie coś istnieje nic powiedzieć. Sam byłem w pewnym sensie zaskoczony. Nigdy nie przypuszczałem, że Sakura jest w stanie kontrolować taką technikę. Nawet Ja nie poradziłbym sobie z ciągłym skupieniem i kontrolą byakugo no in. Muszę przyznać, że mi zaimponowała, ale jak do licha pieczęć mogła się ujawnić w tym świecie? Zastanawiałem się przy tym uświadamiając sobie, że skoro chakra w jakiś sposób na chwilę ujawniła Sakury pieczęć to być może uda nam się kiedyś stąd wydostać, gdyż te światy w nikłym procencie mogą być jakoś ze sobą połączone.        

Hinata

Siedziałam na fotelu w swoim nowym, tymczasowym domu czytając dosyć ciekawą książkę. To pierwszy raz, kiedy niema wokół mnie rodziców, służby, czy ochronny. Od jutra stanę się też normalną uczennicą prywatnego liceum "Senka". Chociaż nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia to jednak trochę się boję. Jako jedna z nielicznych na tym świecie osób nigdy nie chodziłam do normalnej szkoły, a przynajmniej nie przypominam sobie, by coś takiego miało miejsce. Dlatego w większości to sprawia, że jutrzejszy dzień w pewnym stopniu jest dla mnie stresujący... Na domiar złego wciąż mam dziwne przeczucie co do jutrzejszego dnia. Dosłownie jakby coś niespodziewanego miało się wydarzyć i nie mówię tu o nalocie na szkołę dziennikarzy.


Siedząc tak jeszcze dłuższą chwilkę zerkałam przez okno, którego krajobraz za szybą przedstawiał niewielki ogród, który przynależał do tego domu. Trochę dziwił mnie fakt, że mimo tak długiej nieobecności jakiejkolwiek osoby w tym domostwie wszystko było dokładnie wysprzątane i przygotowane na mój przyjazd. Zakładam, że ojciec wezwał ekipę sprzątającą by zajęli się bałaganem żebym sama nie musiała tego robić. Jestem mu za to wdzięczna, ale jednak wolałabym żeby nie interweniował w moje życie tutaj. W końcu miałam się tu nauczyć odpowiedzialności.
Nagle z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk mojej komórki na który niemal podskoczyłam ze strachu. Ta cisza, której niegdyś pragnęłam potrafi być dobijająca, ponieważ każdy nawet najcichszy dźwięk potrafi doprowadzić do zawału. Niechętnie spojrzałam na wyświetlacz komórki chcąc dowiedzieć się kto zakłóca mój nieskazitelny spokój. Wcale się nie zdziwiłam, gdy na ekranie wyświetliło się imię asystentki moich rodziców. Jak zwykle drogą elektroniczną wysłała mi maile o następnych biznesowych spotkaniach, które miałam zaliczyć w imieniu rodziców. Jak na złość jedno ze spotkań wypadło dziś, więc muszę przełożyć swoje plany i zacząć szykować się na umówione spotkanie. Tak więc powoli wstałam ze swojego miejsca odkładając książkę na swoje miejsce, by później powędrować do łazienki, by móc się odświeżyć. Gdy tylko wróciłam z łazienki w samej bieliźnie szukałam w garderobie odpowiedniego stroju, który mogłabym włożyć na spotkanie, które ma się odbyć w restauracji w porze obiadowej. Jako, że jestem dziedziczką "Kanji" nie wypada mi założyć nieeleganckich ciuchów, więc postanowiłam ubrać sukienkę, w której nie będę się za bardzo wyróżniać, ani wyglądać nieelegancko.


Na sam koniec lekko tuszem podmalowałam rzęsy i gotowe. Na spokojnie mogłam ruszać na wyznaczone miejsce spotkania nie musząc się martwić, że się spóźnię. Jeszcze raz przed wyjściem spojrzałam przez okno, by się upewnić, że pogoda się nie popsuła, po czym opuściłam dom idąc przed siebie. Powolnym krokiem przemierzałam kolejne ulice miasta przy okazji zwiedzają okolicę. Muszę przyznać, że Tokyo jest obficie zaludnionym miastem. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej hordy ludzi, którzy by się ciągle gdzieś śpieszyli. Pewnie dlatego ten kraj słynie z super szybkich środków transportów takich jak metro. Zaśmiałam się w myślach idąc dalej. Kiedy dotarłam na miejsce spotkania stojąc jeszcze przed budynkiem spojrzałam na zegarek widniejący na wyświetlaczu mojej komórki. Tak jak myślałam... przyszłam za wcześnie. Zostało jeszcze 15 minut do spotkania. I co ja mam teraz zrobić? Pytałam sama siebie rozglądając się dokoła, kiedy nagle obok siebie usłyszałam:
 - Panienka z rodziny Kanji? - przede mną stała elegancko ubrana dwudziestoparoletnia blond kobieta o piwnych oczach i jasnej nieskazitelnej karnacji.
 - Tak, jestem Kanji Hinata, a pani to...?
 - Tak myślałam, że to Ty. Jestem Mikage Sayu, jesteśmy na dziś umówione. - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem podając mi dłoń.
 - Przepraszam nie wiedziałam, że to Pani. Niestety nie podano mi wszystkich szczegółów spotkania, więc...
 - Rozumiem. Chodźmy do środka. To miejsce nie jest odpowiednie do naszej rozmowy. - przerwała mi nakazując przy tym wejść do środka restauracji.

Gdy tylko przekroczyliśmy próg wejścia restauracji, recepcjonista od razu powitał nas się nam lekko z szacunkiem kłaniając, po czym zaprowadził nas w zaciszne miejsce dla vip-ów podając karty, gdzie na spokojnie mogłyśmy kontynuować naszą rozmowę.
 - Co do szczegółów naszej rozmowy... pozwól, że ja Ci je przedstawię.
 - Dobrze, w takim razie zamieniam się w słuch. - odpowiedziałam będąc ciekawą czego to spotkanie ma dotyczyć.
 - Nie będę obijać w bawełnę i powiem w prost. Nasze spotkanie jest czymś w rodzaju konsultacji przed twoim wywiadem przedmałżeńskim z moim młodszym bratem. - na te słowa omal z krzesła nie spadłam. Jak to konsultacja przed moim wywiadem przedmałżeńskim!? Rodzice nawet słowem nie wspomnieli, że zamierzają wydać mnie za mąż. - Po twojej reakcji wnioskuję, że jesteś lekko dezorientowana, ale coś takiego nie powinno być dla Ciebie zaskoczeniem. To normalne, że tacy ludzie jak my zawierają polityczne małżeństwa w celu rozwoju swoich przedsiębiorstw. Rodzina Kanji, jak i Mikage zyskają sporo nowych możliwości bez konieczności angażowania mniejszych mniej przydatnych przedsiębiorstw. Chyba sama rozumiesz, że to raczej jest sytuacja bez wyjścia, więc postaraj się tego nie utrudniać i przejdźmy od razu do omówienie szczegółów. - uśmiechnęła się pewnie poprawiając sobie włosy, kiedy przyszedł kelner, by odebrać zamówienia. Gdy obydwie złożyłyśmy zamówienia na powrót przeszliśmy do naszej rozmowy, gdzie atmosfera zaczęła się robić napięta. Naprawdę miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam jak powinnam zareagować na tą wiadomość. Na dodatek pewność siebie tej kobiety mnie irytowała, zupełnie jakby chciała powiedzieć, że nie mam nic do gadania i pozostaje mi tylko zaakceptować tą propozycję, ale nie zamierzam się jej tak łatwo poddać. Pokażę jej, że nie jestem tak niedoświadczoną osobą i powiem co mam na myśli. Nie pozwolę jej przyprzeć mnie do muru!
 - Pani Mikage widzę, że jest Pani bardzo pewną siebie osobą, ale zapomniała Pani o czymś bardzo ważnym...
 - Naprawdę? Nie sądzę.
 - Czyżby? Najwyraźniej zapomniała Pani, że mimo wszystko to moja rodzina stoi na szczycie i to ona powinna dyktować warunki? Ponadto proszę nie oceniać mnie po moim delikatnym wyglądzie, nawet piękna róża może mieć kolce. Jestem dziedziczką całego dobytku Kanji i nie pozwolę, żeby Mikage mnie zdominowali. - widziałam jak z każdym moim słowem kobieta próbowała hamować swoje emocje.
 - Mi...
 - Proszę mi nie przerywać. - powiedziałam uniesionym głosem z powagą na co blondynka ponownie zamknęła usta. - Muszę przyznać, że obraliście całkiem niezłą strategię. To prawda, że obie firmy zyskałyby na tym bardzo dużo, ale nikt z Kanji nie wziął pod uwagę co będzie po moim ślubie, a to oczywiste, że wraz ze śmiercią moich rodziców przedsiębiorstwo pod nazwiskiem mojej rodziny przestanie istnieć, ponieważ ja przejmę nazwisko po mężu, a więc cały mój dobytek też będzie należał do Mikage. - wypowiedziałam się ze spokojem patrząc na kobietę, która teraz analizowała moje słowa.
 - Jesteś naprawdę bystrą kobietą. Masz racje, kiedy Cie zobaczyłam to rzeczywiście nie pomyślałam, że możesz być tak oporna, a co więcej nie pomyślałam, że masz tak rozwiniętą umiejętność dedukcji. Miałam Ciebie za marionetkę, która zrobi wszystko co się jej powie, ale jak widać jest inaczej. Jednak Ty również nie wzięłaś czegoś pod uwagę...
 - Czego takiego?
 - Tak, jak powiedziałaś jesteś jedyną dziedziczką Kanji, więc twoi rodzice mimo, że tak naprawdę nie jesteś czysto krwistą to i tak mimo swojej surowości Cie bardzo kochają. Zrobią wszystko, by swojej córce zapewnić dobrą przyszłość nie pozwalając przy tym, by media i drobne przedsiębiorstwa żerowały na tobie. Dlatego swój dobytek, jak i córkę wolą oddać pod dobrą opiekę, ponieważ nie będą musieli się martwić, czy sobie poradzi. Wciąż jesteś jeszcze młoda i niedoświadczona. Tak naprawdę zaczęłaś żyć dwa lata temu, kiedy przygarnięto Cie do rodziny i nie mówię tego tobie na złość. Mówię to dlatego, żeby uświadomić Ci, że będzie lepiej jeśli ktoś tobą się zaopiekuję i poprowadzi na odpowiednią drogę. - nie wiedziałam co mam na ten temat myśleć. W ogóle skąd ona wiedziała, że moje życie tutaj zaczęło się dwa lata temu? To poufne informację. Dopiero co udało mi się zdobyć na odwagę, by się jej postawić, a już z powrotem się jej poddaję. Może ona ma rację? Może naprawdę w pojedynkę nie będę potrafiła sobie poradzić, kiedy zabraknie rodziców... Jakby pomyśleć moi rodzice nie są młodzi, nie zostało im dużo czasu. Czy powinnam zaakceptować te propozycję? Nie wiem, dlatego najpierw dam wstępną odpowiedź.
 - Dobrze wygrałaś, nie pomyślałam o tym. Jeśli pozwolisz najpierw udzielę wstępnej odpowiedzi. Podejmę ostateczną decyzję o ślubie po spotkaniu przedmałżeńskim.
 - Myślę, że to dobry pomysł, a więc jaka jest twoja wstępna odpowiedź? - zapytała z ciekawością. Chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu serce biło mi jak szalone ze strachu. Zupełnie jakbym nie wiedziała, czy podejmuję słuszną decyzję, czy też nie, ale o prawidłowości tej decyzji dopiero przekonam się na potkaniu przedmałżeńskim.
 - Zgadzam się.
 - Doskonale. W takim razie trzymaj. - podała mi teczkę z papierami w środku. - Przestudiuj to do 10-tego następnego miesiąca. Są to informacje o naszym przedsiębiorstwie, jak i szczegółów wywiadu, a teraz cóż jedzmy. - powiedziała, kiedy jedzenie podano na stół.
Tak też po posiłku minęła moja ekscytująca pora obiadowa. Kiedy skończyłyśmy nasze spotkanie każda z nas poszła w swoją stronę nie oglądając się za sobą.

Naruto

Co...? Gdzie ja jestem...? Zastanawiałem się słysząc cichą rozmowę w jasnym pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Leżałem na łóżku wśród wielu innych osób leżących obok na posłaniach.
Czułem się wyczerpany do granic możliwości. Moje oczy ledwością utrzymywałem otwarte zupełnie, jakbym zaraz miał zasnąć. Nagle usłyszałem krzyk jednej z kobiet przebywających z sali ubranych w biały strój pielęgniarski:
 - Sprowadź szybko panią Tsunade! Jeden z pacjentów się obudził! - wykrzyczała patrząc w moją stronę. - Nie zasypiaj! - zwróciła się do mnie podchodząc bliżej, kiedy jej koleżanka wybiegła z sali.
 - Co...? - zapytałem ledwo co słyszalnym, zachrypniętym głosem.
 - Nie zasypiaj. Za wszelką cenę musisz pozostać przytomny Naruto.
 - Nie mogę... Jestem zmęczony...
 - Porozmawiajmy o czymkolwiek. - zaproponowała po chwili kontynuując. - Już wiem! Jaka jest twoja ulubiona potrawa? - zadała pytanie, ale i na nie było trudno mi cokolwiek powiedzieć. Naprawdę czułem się bezsilny. Jedyne czego potrzebowałem to odpoczynku w spokoju. - Naruto odpowiedz mi! Słuchasz mnie!? - padały kolejne słowa, kiedy do pomieszczenia wbiegła blond włosa kobieta od razu podbiegając do mojego łóżka.
 - Naruto! - wykrzyczała patrząc na mnie z współczuciem. - Nie zasypiaj! - znałem tą kobietę, była dla mnie bardzo ważną osobą, którą szanowałem. Należała do trójki legendarnych sanninów, a jej imię brzmiało...
 - Babcia Tsunade...? - zapytałem widząc, że wzrok zaczyna mi się zamazywać.
 - Tak, to ja. - odpowiedziała. Z jakiegoś powodu czułem się szczęśliwy, że ją słyszę. Mimowolnie na mej twarzy pojawił się uśmiech, a oczy zaczęły się przymykać. - Naruto!? Naruto? Naruto...!? - słyszałem coraz bardziej zanikający głos babci, aż w końcu przestałem słyszeć jakikolwiek głos.

Dopiero po paru sekundach ponownie otworzyłem oczy patrząc, że znajduję się na kanapie u zielonookiej w domu. Z jakiegoś powodu czułem, że o czymś bardzo ważnym zapomniałem, ale teraz to było nieistotne. Rozleniwionym wzrokiem rozejrzałem się dokoła, kiedy usłyszałem głos brata Sakury:
 - Obudziłeś się?
 - Tak... - odpowiedziałem przeciągając się, kiedy zauważyłem, że na twarzy mam opatrunek. - Co mi się stało...? - zapytałem dezorientowany patrząc na szatyna.
 - Cóż... jakby to wytłumaczyć... - "Iruka-sensei" przemknęło mi przez myśl odbijając się echem. Moje oczy od razu rozszerzyły mi się do granic możliwości, kiedy uświadomiłem sobie co tak naprawdę się wydarzyło. Jak poparzony wstałem z miejsca rozglądając się po pomieszczeniu.
 - Gdzie Sasuke i Sakura!? - wykrzyczałem znienacka na co szatyn prawie podskoczył ze strachu.
 - Spokojnie.., prawie mnie do zawału doprowadziłeś. Poszli do miasta zrobić zakupy. W końcu wieczór się zbliża, a my nie zrobiliśmy jeszcze zakupów. Poprosiłem Sasuke, by potowarzyszył Sakurze, ponieważ ktoś musiał z tobą zostać. Niedługo powinni wrócić, więc jeśli chcesz możesz za nimi tutaj poczekać.
 - Dobrze, poczekam.
 - Jak się czujesz? Mocno boli? - wskazał na opatrunek wyczekując odpowiedzi.
 - Troszeczkę szczypie, ale po za tym jest dobrze. - zaśmiałem się wspominając jak to Sakura potrafiła zawsze mi przyłożyć.
 - Wybacz nie sądziłem, że Sakura jest taka brutalna.
 - To u niej normalne. To w porównaniu do innych ciosów to pikuś, bywało gorzej. - powiedziałem na co szatyn się uśmiechnął.
 - Rozumiem. - podrapał się po głowie siadając na fotelu, kiedy ja to samo uczyniłem siadając na sofie, gdzie przy spokojnej rozmowie czekaliśmy na powrót Sakury i Sasuke.    

CDN